Z wiekiem człowiek myśli, że już go niewiele zaskoczy. Serce trochę wolniejsze, kolana czasem przypominają o sobie przy schodach, człowiek wie, czego unikać, co mu służy. A tu nagle — proszę bardzo — jajko, które całe życie było jajkiem, zaczyna być problemem. Albo mleko. Albo zwykłe jabłko, takie z targu, jeszcze pachnące skrzynką. I człowiek stoi w tej kuchni, patrzy na talerz i trochę nie wierzy.
Pamiętam rozmowę z sąsiadem, panem Zbyszkiem, który zawsze jadł wszystko. Naprawdę wszystko. Kiedyś mówił, że jego żołądek to „betoniarka” i że nic go nie ruszy. A tu któregoś dnia — wysypka, świąd, jakieś duszności. Lekarz powiedział: alergia pokarmowa. W jego wieku? No właśnie. Okazuje się, że tak.
Nie wiem, czy to kwestia tego, że żywność już nie taka jak kiedyś, czy raczej nasze organizmy zmieniają się bardziej, niż chcemy przyznać. Pewnie jedno i drugie. Układ odpornościowy starzeje się razem z nami, czasem reaguje inaczej, czasem przesadza. Jakby nagle zaczął widzieć zagrożenie tam, gdzie wcześniej było tylko śniadanie. Każdy to zna, prawda? To uczucie, kiedy ciało zaczyna grać według nowych zasad, a nikt nie dał instrukcji obsługi.
Zresztą alergie u seniorów to nie zawsze spektakularne objawy. Często to coś rozmytego. Zmęczenie, lekkie bóle brzucha, jakieś swędzenie, które pojawia się i znika. Człowiek macha ręką, bo przecież „coś się zjadło”, „coś się nie przyjęło”. I tak tygodniami. A potem okazuje się, że to jednak nie przypadek. Że to powtarzalne. Że organizm coś próbuje powiedzieć, tylko mówi trochę nieporadnie.
Najtrudniejsze jest chyba to, że trzeba się uczyć jedzenia od nowa. To brzmi dziwnie, wiem. Ale proszę spróbować nagle zrezygnować z rzeczy, które towarzyszyły przez całe życie. Ser biały na śniadanie, rosół u wnuczki, ciasto drożdżowe w niedzielę. To nie są tylko produkty. To są rytuały. Zapachy. Wspomnienia. I nagle ktoś mówi: proszę tego nie jeść. No dobrze, tylko co w zamian?
Lekarze oczywiście mają swoje zalecenia, diety eliminacyjne, testy. I dobrze, że są. Ale życie toczy się między tymi wizytami. W sklepie, przy półce, gdzie człowiek czyta skład i czuje się trochę jak student na egzaminie z chemii. Laktoza, kazeina, gluten — słowa, które kiedyś nic nie znaczyły, teraz zaczynają mieć znaczenie aż za bardzo.
Czasem mam wrażenie, że największym problemem nie jest sama alergia, tylko to całe zamieszanie wokół niej. Niepewność. Czy to na pewno to? Czy można jeszcze spróbować kawałek? A może jednak nie? I to ciągłe obserwowanie siebie, trochę jakby człowiek stał się własnym eksperymentem. Niby nic wielkiego, ale męczy.
Z drugiej strony — i tu może zabrzmi to trochę przekornie — wielu seniorów radzi sobie z tym zaskakująco dobrze. Może dlatego, że mają już w sobie tę cierpliwość, której młodszym czasem brakuje. Spokój. Umiejętność przyjęcia, że coś się zmienia i trzeba się dostosować. Bez wielkiego dramatu, choć wiadomo, czasem się zaklnie pod nosem przy tej półce z jogurtami.
No i jest jeszcze jeden wątek, o którym rzadko się mówi. Samotność przy zmianie diety. Bo kiedy w domu gotuje się dla jednej osoby, łatwiej machnąć ręką i zjeść „jak zawsze”. A przecież przy alergii to nie działa. Tu trzeba uwagi. Planowania. Czasem wsparcia drugiej osoby, która powie: „spokojnie, ogarniemy to”.
Podsumowując — choć to słowo brzmi trochę zbyt oficjalnie jak na tę całą sprawę — alergie pokarmowe u seniorów to temat, który będzie wracał coraz częściej. I nie ma co się obrażać na rzeczywistość. Lepiej ją trochę oswoić. Posłuchać swojego ciała, nawet jeśli mówi nieco chaotycznie. I może — od czasu do czasu — pozwolić sobie na odrobinę cierpliwości wobec samego siebie. Bo to chyba najtrudniejsze, a jednocześnie najważniejsze.









