Znam to uczucie. Człowiek wstaje rano, sięga po spodnie, które jeszcze parę lat temu leżały jak ulał, a dziś… no cóż. Guzik patrzy z wyrzutem. I wtedy pojawia się myśl: może by tak schudnąć? Tylko zaraz, zaraz. W naszym wieku słowo „odchudzanie” brzmi inaczej niż w kolorowych gazetach. Inaczej też reaguje ciało. I dobrze byłoby, żeby głowa za tym nadążyła, bo pośpiech tu nie jest sprzymierzeńcem. Nigdy nie był.
Przez lata słyszałem różne historie. Ktoś przestał jeść kolacje, ktoś inny żył na kefirze i jabłkach, jeszcze ktoś inny „zrzucił dziesięć kilo w trzy miesiące”. Brzmi imponująco, ale potem, przy herbacie, już ciszej się mówiło o osłabieniu, zawrotach głowy, o tym, że schody nagle stały się jakby dłuższe. Organizm seniora nie lubi gwałtownych ruchów. Ani w polityce, ani na talerzu.
Bezpieczne odchudzanie to nie jest wojna z jedzeniem. To raczej rozmowa. Czasem trudna, bo trzeba się z czymś pożegnać. Z dokładką, z białą bułką podjadaną w biegu, z tym wieczornym „czymś słodkim”, które niby się nie liczy. Liczy się wszystko. Ale nie chodzi o liczenie kalorii z lupą. Bardziej o uważność. O to, żeby jeść regularnie, spokojnie, nie na stojąco, nie w biegu między wiadomościami a reklamą leków na stawy.
W pewnym wieku waga spada łatwo… za łatwo. I to jest niebezpieczne. Ubytek masy mięśniowej, osłabienie kości, mniejsza odporność. Dlatego odchudzanie seniora nie powinno polegać na „jedzeniu mniej”, tylko na „jedzeniu mądrzej”. Białko, to słowo wraca jak bumerang. Twaróg, jajko, ryba, zupa na dobrym wywarze. Nie wszystko naraz, oczywiście. Porcje mniejsze, ale sensowne. A nie puste.
Ruch. Każdy to zna, prawda? I każdy trochę się krzywi. Bo kolano, bo biodro, bo pogoda nie taka. Ale ruch nie musi oznaczać biegania po parku w dresie. Czasem wystarczy spacer, ten sam, codzienny, tylko odrobinę dłuższy. Albo schody zamiast windy. Albo gimnastyka przy otwartym oknie, kiedy słychać tramwaj i sąsiadka trzepie dywan. Życie, normalne życie.
Nie można też zapominać o lekarzu. Wiem, nikt nie lubi kolejnych wizyt, kolejnych badań, ale nagłe chudnięcie bez kontroli to proszenie się o kłopoty. Cukrzyca, tarczyca, leki – wszystko ma znaczenie. Czasem waga nie chce spadać nie dlatego, że „brakuje silnej woli”, tylko dlatego, że organizm ma swoje sprawy do załatwienia.
Jest jeszcze kwestia picia, o której niby wszyscy wiedzą, a jakoś ciągle się o niej zapomina. Woda. Zwykła, bez cudów w nazwie. Z wiekiem pragnienie się wycisza, jak radio w tle, i nagle orientujemy się po południu, że poza poranną kawą i herbatą „do krzyżówki” nic nie było. A potem zdziwienie, że głowa ciężka, że apetyt dziwny, że organizm się buntuje. Odchudzanie bez nawodnienia to jak jazda z zaciągniętym ręcznym. Niby się da, ale po co.
Są też te wszystkie diety z internetu, modne nazwy, obietnice w siedem dni. Patrzę na to z dystansem, może nawet z lekkim uśmiechem. Bo senior, który nagle przechodzi na jedzenie jak kulturysta albo influencerka z telefonu, prędzej się zniechęci niż skorzysta. Nasze kuchnie mają swoje rytmy, zapachy, przyzwyczajenia. Zupa musi parować, ziemniak być ziemniakiem. Nie trzeba rewolucji. Czasem wystarczy mniej tłuszczu, więcej warzyw, prostsze przyprawy. Bez fanfar.
Ważna jest też głowa. Samotność potrafi rozregulować apetyt bardziej niż niejedna choroba. Jedzenie staje się wtedy towarzystwem, wypełniaczem ciszy. I nie ma się co za to biczować. Warto to raczej zauważyć. Może zjeść posiłek przy stole, nie przed telewizorem. Może zadzwonić do kogoś, zanim się sięgnie po kolejne ciastko. Małe rzeczy, ale robią różnicę.
No i sen. O nim mówi się najmniej, a bez niego ani rusz. Niewyspanie rozstraja wszystko, hormony, apetyt, cierpliwość. Człowiek wtedy je byle co, byle szybko, byle się pocieszyć. A przecież ciało po siedemdziesiątce też chce odpocząć, nie tylko funkcjonować. Bezpieczne odchudzanie zaczyna się czasem od wcześniejszego zgaszenia lampki nocnej. Tak zwyczajnie.
Odchudzanie nie jest celem samym w sobie. Celem jest lepsze samopoczucie. Lżejszy oddech przy chodzeniu, mniej bólu w krzyżu, łatwiejsze wstawanie z fotela. Jeśli waga stoi, a człowiek czuje się lepiej, to może ona wcale nie musi spadać. Tego nikt nie chce słyszeć, ale czasem tak właśnie jest.
Na koniec, już ciszej. Nie warto się porównywać. Z sąsiadem, z kuzynką, z kimkolwiek. Każdy z nas ma inną historię zapisaną w ciele. Bezpieczne odchudzanie dla seniora to proces powolny, trochę nieporządny, z potknięciami i powrotami. Ale jeśli jest prowadzony z głową i bez biczowania się za każdy grzeszek, potrafi naprawdę poprawić jakość życia. A to, umówmy się, jest dziś najważniejsze.









