Są takie poranki, kiedy człowiek patrzy w lustro trochę dłużej niż zwykle. Nie dlatego, że coś się nagle poprawiło w wyglądzie — bez przesady — raczej dlatego, że chce sprawdzić, kto właściwie na niego patrzy. Zdarza się to częściej, odkąd lata zaczęły się układać w poważną liczbę. I wtedy przychodzi myśl, czasem spokojna, czasem trochę kłująca: czy ja właściwie lubię tę osobę?
To wcale nie jest pytanie z poradnika psychologicznego, choć brzmi podobnie. Raczej coś, co przychodzi człowiekowi do głowy przy porannej kawie, kiedy w mieszkaniu jeszcze cicho, a z klatki schodowej dochodzi stukot czyichś kroków. Budowanie pozytywnego obrazu siebie… brzmi trochę jak zadanie szkolne, prawda? A jednak każdy z nas robi to całe życie, tylko rzadko się nad tym zastanawia.
Bo prawda jest taka, że większość pokolenia dzisiejszych sześćdziesięcio- czy siedemdziesięciolatków wychowała się w czasach, kiedy nikt nie mówił o „poczuciu własnej wartości”. Człowiek miał pracować, być porządny, nie robić wstydu rodzinie. Koniec instrukcji. Jeśli coś zrobił dobrze — najwyżej ktoś mruknął pod nosem „no, nieźle”. A jeśli źle… o, wtedy komentarze pojawiały się szybciej.
Pamiętam mojego ojca, który kiedyś obejrzał półkę, którą sam zrobiłem w warsztacie. Milczał dobrą minutę. A potem powiedział tylko: „Trzyma się”. I to był właściwie komplement najwyższej klasy. Dopiero po latach zrozumiałem, że to jego sposób powiedzenia: dobrze ci poszło.
Człowiek więc przyzwyczaja się do tego, że pochwały są rzadkie. I jakoś tak zostaje z nami przekonanie, że zawsze można było zrobić coś lepiej. Szybciej. Dokładniej. Mądrzej. No dobrze, ale jest jeszcze druga strona medalu, o której często zapominamy.
Z wiekiem przychodzi pewna… powiedzmy uczciwość wobec siebie. Nie chodzi o wielkie filozofie. Raczej o małe odkrycia. Na przykład takie, że przeżyło się naprawdę sporo. Że wychowało się dzieci. Albo przetrwało trudne lata pracy. Albo opiekowało się kimś bliskim. A czasem — i to wcale nie takie rzadkie — że po prostu człowiek nie poddał się wtedy, kiedy było najtrudniej.
I to są rzeczy, których nie widać w lustrze.
Zresztą lustro bywa trochę złośliwe. Podkreśla zmarszczki, których wczoraj jakby było mniej. Włosy uparcie siwieją. Czasem kolano przypomina o sobie przy wchodzeniu po schodach. No tak, życie zostawia ślady. Ale zostawia też coś innego — doświadczenie. A doświadczenie, proszę państwa, to jest kapitał, którego młodość nie ma i długo mieć nie będzie.
Czasami spotykam ludzi w naszym wieku, którzy mówią o sobie z zadziwiającą surowością. „A co ja tam osiągnąłem…”, „nic wielkiego nie zrobiłam”. I wtedy aż chce się zaprotestować. Bo przecież życie nie jest konkursem na największy puchar stojący na półce.
Ktoś przez czterdzieści lat wstawał o piątej rano do pracy. Ktoś inny potrafił zawsze wysłuchać sąsiada, który miał ciężki dzień. Ktoś piekł co niedzielę ciasto dla wnuków. Może brzmi to zwyczajnie, ale właśnie z takich zwyczajnych rzeczy składa się sens życia. Każdy to zna, prawda?
Budowanie pozytywnego obrazu siebie zaczyna się chyba od zgody na własną historię. Na to, że nie wszystko wyszło idealnie. Że były błędy — czasem głupie, czasem bolesne. Ale były też decyzje dobre. A nawet bardzo dobre.
I jeszcze jedno. Zauważyłem to u ludzi, którzy naprawdę dobrze czują się sami ze sobą: oni potrafią patrzeć na siebie z lekkim uśmiechem. Nie z ironią, która rani, tylko z takim spokojnym „no cóż, taki już jestem”. Wbrew pozorom to wielka umiejętność.
Bo kiedy człowiek przestaje się bez przerwy porównywać z innymi, nagle robi się trochę więcej miejsca na zwykłe zadowolenie. Na filiżankę herbaty wypitą bez pośpiechu. Na rozmowę z kimś bliskim. Na spacer, podczas którego liście szeleszczą pod butami — i człowiek myśli sobie, że w gruncie rzeczy całkiem nieźle przeżył te wszystkie lata.
A pozytywny obraz samego siebie? On nie powstaje z wielkich deklaracji. Raczej z drobiazgów. Z przypomnienia sobie od czasu do czasu: zrobiłem tyle, ile potrafiłem. Czasem więcej, czasem mniej. Ale uczciwie.
I wie pan, i wie pani… to naprawdę wystarczy. Czasem nawet więcej niż wystarczy.









