Szukaj

Domowe sposoby na poprawę nastroju

Domowe sposoby na poprawę nastroju2

Są takie poranki, kiedy człowiek otwiera oczy i od razu wie, że coś jest nie tak. Niby spał, niby noc minęła spokojnie, a jednak w środku jakby ktoś przestawił meble bez pytania. Czajnik gwiżdże, radio gada swoje, zegar tyka aż za głośno. Dzień rusza, a nastrój zostaje gdzieś z tyłu, w przedpokoju, i nie chce włożyć płaszcza. Kiedyś mówiło się: „przejdzie”. Dziś wiem, że czasem przechodzi samo, a czasem trzeba mu trochę pomóc. Delikatnie. Bez szarpania. Po domowemu.

Zawsze zaczynam od kuchni, bo kuchnia to centrum dowodzenia nastrojem, choć nikt tego oficjalnie nie przyzna. Zapach kawy, nawet tej najzwyklejszej, potrafi zrobić więcej niż poranne przemówienia w radiu. Albo herbata, mocna, taka że łyżeczka sama stoi. Ważne, żeby nie pić w biegu. Usiąść. Oprzeć łokcie o stół. Popatrzeć przez chwilę w okno, nawet jeśli widok żaden — blok, anteny, kawałek nieba. Zjeść coś ciepłego. Jajko na miękko, owsiankę, kromkę chleba z masłem i odrobiną soli. Ciepło w brzuchu robi porządek w głowie, no bo jakże inaczej.

Potem często przychodzi myśl o porządkach. Nie takich wielkich, od których bolą plecy i człowiek klnie pod nosem, tylko drobnych. Pościelić łóżko. Zmyć jeden kubek, nie cały zlew. Przetrzeć blat. Otworzyć okno choćby na pięć minut, nawet zimą, nawet jak sąsiadka pali na balkonie. Powietrze wpada do środka i nagle robi się lżej. Nastrój nie lubi zaduchu. Ani w mieszkaniu, ani w człowieku.

Muzyka to osobna historia. Każdy ma swoje dźwięki, które działają. Jednemu poprawia humor stary jazz, innemu piosenka, której „już się nie puszcza”. Ja czasem wracam do melodii sprzed lat, trochę zapomnianych. Nagle przypomina się zapach klatki schodowej, trzask drzwi, śmiech kogoś, kogo już dawno nie ma. To nie jest rozdrapywanie wspomnień. To raczej przypomnienie, że życie już się toczyło, toczy się i — mimo wszystko — toczyć się będzie.

Ruch też pomaga, ale tylko wtedy, kiedy nie robi się z niego obowiązku. Żadnych strojów sportowych, żadnych planów. Przejść się po mieszkaniu. Rozprostować plecy. Zrobić kilka krążeń ramion, nawet nie do końca równo. Stanąć przy oknie i popatrzeć na ludzi. Ktoś niesie siatki, ktoś prowadzi psa, ktoś się spieszy. Świat idzie dalej i to bywa dziwnie pocieszające. My też w nim jesteśmy, nawet jeśli dziś wolniej i w kapciach.

Nie można zapominać o rozmowie, choć często udajemy, że jej nie potrzebujemy. Telefon leży blisko, ale ręka jakoś nie sięga. „Nie będę zawracać głowy”, „każdy ma swoje sprawy”. A potem cisza robi się ciężka, lepka. Czasem wystarczy krótka rozmowa. Bez wielkich tematów. Ktoś powie, że u niego też szaro. I już człowiek nie czuje się jak wyjątek od reguły.

Jest jeszcze światło. Zasłony potrafią zatrzymać nie tylko chłód, ale i humor. Odsunięcie firanki, nawet jeśli za oknem parking, trzepak i krzywy chodnik, robi różnicę. Światło porządkuje dzień. Daje sygnał, że to jeszcze nie koniec, że coś się dzieje. Nastrój lubi jasność, nawet taką zwyczajną, bez słońca.

Pomaga też rytm. Prosty, domowy. Wstać o podobnej porze. Zjeść śniadanie. Zrobić jedną konkretną rzecz. Jedną, nie dziesięć. Ugotować zupę. Podlać kwiaty. Obrać jabłko. Kiedy dzień ma punkt zaczepienia, nie rozpływa się tak łatwo. Człowiek wie, gdzie jest, nawet jeśli jeszcze nie wie, jak się czuje.

Zapachy to kolejna rzecz, o której rzadko się mówi. A szkoda. Mydło o zapachu cytryny. Skórka pomarańczy. Świeżo wyprana pościel. Pieczone jabłko z cynamonem, nawet jedno. Węch omija rozum i trafia prosto tam, gdzie wszystko jest bardziej prawdziwe. Czasem wystarczy taki impuls, żeby nastrój drgnął.

Są też dni, kiedy nic nie działa. I to też trzeba umieć przyjąć. Bez poprawiania na siłę, bez udawania przed sobą, że „wszystko gra”. Zgoda na gorszy dzień to nie porażka. To doświadczenie. Paradoksalnie właśnie wtedy robi się trochę lżej. Jakby ktoś zdjął z ramion za ciasny płaszcz.

Domowe sposoby na poprawę nastroju nie są spektakularne. Nie mają fajerwerków ani obietnic „od ręki”. Ale są nasze. Z kuchni, z pokoju, z codzienności. I często wystarczą, żeby dzień nie był stracony. Żeby było choć odrobinę lepiej niż rano. A to już naprawdę coś.

Obraz autorstwa freepik