Szukaj

Sztuka odpoczynku – jak dobrze regenerować siły?

Sztuka odpoczynku – jak dobrze regenerować siły2

Z odpoczynkiem jest kłopot taki, że wszyscy o nim mówią, a mało kto naprawdę wie, co to znaczy. Mówią: „trzeba odpoczywać”, „organizm musi się regenerować”, „bez odpoczynku to człowiek długo nie pociągnie”. No tak. Tylko potem ten sam człowiek siada na kanapie, włącza telewizor, zasypia na wiadomościach i budzi się z bólem karku, z poczuciem, że właściwie to zmarnował wieczór. I ja się nie śmieję. Sam to robiłem. Robię zresztą nadal, tylko rzadziej. Z wiekiem człowiek jednak zaczyna liczyć straty uważniej.

Pamiętam czasy, kiedy odpoczynek był prosty. Wracało się z pracy, zdejmowało buty, ręce pachniały jeszcze czymś z zakładu albo biura, jadło się kolację i po prostu siedziało. Bez planu. Bez „teraz relaks”. Radio grało gdzieś w tle, czasem trzeszczało, czasem mleko kipiało na kuchence i to był cały dramat dnia. Dziś odpoczynek jest projektem. Trzeba go zaplanować, zaprogramować, najlepiej z aplikacją mierzącą sen i jakość oddechu. Trochę mnie to bawi, a trochę męczy, bo odpoczynek nie znosi pośpiechu ani nadzoru. On lubi, kiedy się go zostawi w spokoju.

Regeneracja sił to nie jest tylko sen, choć bez snu ani rusz. Sen to podstawa, jasne. Ale sen to nie wszystko. Znam ludzi, którzy śpią po osiem godzin, a rano są bardziej zmęczeni niż wieczorem. Bo przez cały dzień byli „na zwarciu”. Telefon pikał, radio grało, ktoś czegoś chciał, ktoś czegoś oczekiwał. A odpoczynek to także cisza. Taka prawdziwa. Nie ta z reklam, tylko ta, w której słychać własny oddech i zegar w kuchni, który nagle zaczyna być irytująco głośny. Człowiek wtedy myśli: może on zawsze tak tykał, tylko wcześniej nie było kiedy usłyszeć.

Dla mnie odpoczynek zaczął się na nowo, kiedy przestałem robić z niego obowiązek. Kiedy pozwoliłem sobie na lenistwo bez poczucia winy. To wcale nie przyszło łatwo. Usiąść z herbatą, która stygnie, bo się zagapiłem. Przeczytać dwie strony książki i odłożyć ją, bo myśli poszły gdzie indziej. To też jest regeneracja, choć nikt tego nie policzy w krokach ani minutach. Czasem odpoczywam, obierając ziemniaki. Rytmicznie, spokojnie, skórka spada na gazetę. Zapach surowego kartofla – każdy to zna, prawda? – i nagle w głowie robi się luźniej, jakby ktoś odkręcił zawór.

W naszym wieku odpoczynek ma jeszcze jeden wymiar, o którym rzadko się mówi. To zgoda na to, że nie wszystko trzeba. Nie wszystko dziś. Nie wszystko samemu. Kiedyś wydawało się, że odpoczynek jest nagrodą po pracy. Teraz coraz częściej jest warunkiem, żeby w ogóle coś zrobić jutro. I to nie jest porażka. To doświadczenie. Ciało mówi swoje, a mądrze jest go posłuchać, choć czasem się buntujemy. Bo w środku nadal mamy dwadzieścia parę lat, ale kolana mają inne zdanie. No bo jakże inaczej.

Zauważyłem też, że źle odpoczywamy, kiedy próbujemy odpoczywać „jak inni”. Ktoś poleca jogę, ktoś inny nordic walking, jeszcze ktoś medytację przy świeczkach. To wszystko może być dobre, ale nie musi. Jednego uspokaja spacer po lesie, drugiego dźwięk odkurzacza, serio. Znam człowieka, który najlepiej odpoczywa, myjąc samochód. Woda leci, gąbka skrzypi po lakierze, świat zwalnia. I kto mu powie, że to nie regeneracja?

Jest też odpoczynek od ludzi, o którym mówi się szeptem. A przecież to normalne. Nawet najlepsze towarzystwo potrafi zmęczyć. Czasem trzeba pobyć samemu, choćby godzinę. Posiedzieć w ciszy, nie odbierać telefonu, nie tłumaczyć się. To nie jest obrażanie się na świat. To ładowanie akumulatorów. Kiedyś tego nie rozumiałem, dziś rozumiem aż za dobrze.

Dobrze regenerować siły to znaczy też nie uciekać przed sobą. Telewizor bywa wygodną zasłoną, ale bywa też hałasem, który nie pozwala odpocząć. Czasem lepiej go wyłączyć i posiedzieć chwilę w półmroku. Albo wyjść na krótki spacer, nawet jeśli pogoda taka sobie. Chłodne powietrze, skrzypiący żwir pod butami, pies sąsiada ciągnący na smyczy. To są drobiazgi, ale z drobiazgów składa się regeneracja. Nie z wielkich planów i nie z ambitnych postanowień.

Na koniec powiem coś banalnego, choć nie do końca. Odpoczynek to nie luksus. To umiejętność. Jedni uczą się jej szybciej, inni później, a niektórzy dopiero wtedy, gdy organizm postawi sprawę jasno. Ale warto próbować. Po swojemu, bez porównywania się z innymi. Jeśli po odpoczynku jest nam odrobinę lżej, jeśli następnego dnia wstaje się bez westchnienia, to znaczy, że coś zrobiliśmy dobrze. I tego się trzymajmy. Nawet jeśli czasem znowu zaśniemy na wiadomościach.

Obraz autorstwa freepik