Pamiętam swoje pierwsze zakupy w internecie. Siedziałem przy kuchennym stole, tym z ceratą w drobne, zielone listki – jeszcze sprzed remontu – i patrzyłem na ekran jak na obce zwierzę. Kursor mrugał, a ja zastanawiałem się, czy to aby na pewno bezpieczne. Kliknąć czy nie kliknąć. Dziś śmieję się z tamtego napięcia, bo zamawiam w sieci książki, części do starego radia, nawet karmę dla kota. Ale jedno się nie zmieniło: w internecie, tak jak na bazarze, można przepłacić. I to solidnie.
Pierwsza zasada, choć brzmi banalnie, jest prosta: nie kupować w pośpiechu. Wiem, łatwo powiedzieć. Wyskakuje promocja, czerwony napis „tylko dziś”, zegar odlicza sekundy. Serce przyspiesza, jakby chodziło o ostatni bochenek chleba przed świętami. A to tylko czajnik elektryczny. Każdy to zna, prawda? Ten lekki niepokój, że jak nie teraz, to przepadnie. A potem okazuje się, że identyczny model tydzień później kosztuje o sto złotych mniej. Bo promocje w internecie mają to do siebie, że wracają. Czasem w innej nazwie, w innej szacie graficznej, ale wracają.
Druga rzecz – porównywarki cen. Kiedyś chodziło się od sklepu do sklepu, pytało, notowało w zeszycie. Dziś wystarczy kilka kliknięć i widzimy, gdzie dany produkt jest najtańszy. Oczywiście, trzeba uważać na koszty dostawy. Zdarza się, że cena samego towaru kusi, ale przesyłka kosztuje tyle, że cały urok znika. I jeszcze jedno: nie zawsze najniższa cena oznacza najlepszy wybór. Czasem warto dopłacić kilka złotych i kupić w sklepie, który ma dobre opinie, działa od lat, a nie powstał wczoraj.
Opinie. To osobny temat. Czytam je często przy porannej kawie, gdy w domu jeszcze cicho, tylko lodówka mruczy pod oknem. I powiem tak: warto czytać, ale z dystansem. Jeśli ktoś pisze, że „najgorszy zakup życia”, bo kurier spóźnił się godzinę, to nie jest to wina samego produktu. Z drugiej strony, gdy kilkanaście osób skarży się na awarie po miesiącu – to już sygnał ostrzegawczy. Trzeba oddzielić emocje od faktów. To nie zawsze łatwe, bo w sieci emocje są jak burza w lipcu – nagłe i głośne.
Jest jeszcze kwestia programów lojalnościowych i newsletterów. Przyznam się bez bicia, że przez jakiś czas zapisywałem się wszędzie, gdzie dawali „10% na start”. Efekt? Skrzynka mailowa pękała w szwach, a ja dostawałem codziennie pokusy w postaci „wyjątkowych okazji”. Człowiek myśli, że oszczędza, a w praktyce kupuje rzeczy, których wcale nie potrzebuje. Może taniej, ale wciąż niepotrzebnie. A przecież najprostszy sposób, by nie przepłacać, to nie kupować za dużo. Niby oczywiste, a jednak.
Warto też zwracać uwagę na regulaminy – wiem, brzmi jak kara. Sam nie lubię tych drobnych literek, które trzeba przewijać bez końca. Ale tam kryją się informacje o zwrotach, o czasie reklamacji, o dodatkowych opłatach. Prawo daje nam, konsumentom, sporo możliwości, choćby 14 dni na odstąpienie od umowy przy zakupach online. Tylko trzeba o tym wiedzieć i – co ważniejsze – z tego korzystać, gdy coś jest nie tak.
Osobna sprawa to płatności. Karty, szybkie przelewy, BLIK. Wygodne, szybkie, aż za szybkie. Czasem dobrze jest zatrzymać się przed kliknięciem „zapłać” i jeszcze raz spojrzeć na koszyk. Czy na pewno potrzebuję trzeciego kompletu ręczników? Czy ta promocja na garnki to rzeczywiście okazja, czy tylko sprytna gra ceną wyjściową, która wcześniej została podniesiona? Sklepy potrafią manipulować „ceną regularną” – warto sprawdzić historię ceny, jeśli jest taka możliwość.
Nie chcę demonizować zakupów online. Dzięki nim wiele osób, zwłaszcza starszych, które nie mają już siły chodzić po galeriach handlowych, może wygodnie kupić potrzebne rzeczy bez wychodzenia z domu. To ogromna zaleta. Ale wygoda bywa kosztowna, jeśli nie towarzyszy jej odrobina czujności.
Na koniec powiem coś może mało odkrywczego: rozsądek w internecie działa tak samo jak na targu pod chmurką. Nie dać się ponieść emocji, zapytać, porównać, czasem odejść i wrócić następnego dnia. I słuchać siebie – tego cichego głosu, który mówi: „poczekaj”. Bo często właśnie to „poczekaj” jest najlepszym sposobem, by nie przepłacić. A pieniądze, zwłaszcza na emeryturze, lubią, gdy traktuje się je z szacunkiem.









