Sos z pieczonych warzyw

Warzywa w wersji pieczonej zaskakują swoim smakiem i aromatem. Wybierzmy przepełnione smakiem lata, dojrzałe w słońcu pomidory, kształtnego bakłażana, delikatną cukinię oraz kruchą i soczystą paprykę. Do tego intensywną cebulę i czosnek, który po upieczeniu zamienia się w delikatną w smaku pastę. Tym warzywnym połączeniem uzyskamy przepyszny sos, idealnie nadający się na przetwory. Dzięki temu nawet zimą będziemy mogli sięgnąć po smaki lata.

 

Składniki:

  • 2 papryki
  • bakłażan
  • cukinia
  • 5 pomidorów
  • cebula
  • główka czosnku
  • oliwa

 

Przygotowanie:

Piekarnik nastawiamy na 200’C w opcji z termoobiegiem.

Blaszkę od piekarnika wykładamy papierem do pieczenia i skrapiamy oliwą.

Paprykę, bakłażana, cukinię oraz pomidory dokładnie myjemy i osuszamy.

Czosnek dzielimy na ząbki ale pozostawiamy w łupinach.

Cebulę obieramy, kroimy na cztery części i układamy na blaszce.

Paprykę przekrawamy na pół, pozbawiamy gniazd nasiennych i układamy na blaszce skórką do góry.

Bakłażana oraz cukinię przekrawamy wzdłuż na pół i również układamy skórką do góry.

Każdego pomidora nacinamy u góry i układamy na blaszce.

Każde warzywo skrapiamy oliwą z oliwek.

Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na środkowy poziom.

Pieczemy około 30 minut.

Po tym czasie blaszkę wyciągamy i odstawiamy na chwilę do przestygnięcia.

Jeszcze ciepłe warzywa dokładnie obieramy. Czosnek możemy po prostu wycisnąć. Całość  przekładamy do garnka, dodajemy łyżeczkę słodkiej papryki w proszku, trochę pieprzu, łyżkę posiekanej bazylii i nieco oregano. Możemy też dodać odrobinę soli himalajskiej według uznania.  Teraz wystarczy wszystko zmiksować na gładki sos, garnek wstawić na niewielki ogień i zagotować. Gotowe!

Tak przyrządzony sos możemy przełożyć do wyparzonych wcześniej słoiczków, dobrze zakręcić i zapasteryzować. Dzięki pasteryzacji będziemy mogli sięgnąć po niego o każdej porze roku.

Sos nadaje się do makaronów, możemy go także podać w postaci zupy krem z grzankami, a nawet posmarować nim spód pizzy.

Smacznego!

 



(Następny artykuł) »



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *