Jest coś uspokajającego w poranku, nawet jeśli człowiek budzi się trochę wcześniej, niż by chciał. Za oknem jeszcze cisza, gdzieś tylko gołębie zaczynają swoje niekończące się rozmowy, a w kuchni słychać charakterystyczne kliknięcie czajnika. I właśnie wtedy przychodzi ta pierwsza decyzja dnia: co zjeść? Niby drobiazg. A przecież od śniadania naprawdę sporo zależy. Nie chodzi tylko o energię. Chodzi też o samopoczucie, o to, czy po godzinie nie dopadnie nas senność albo uczucie ciężkości. Z wiekiem organizm robi się bardziej wymagający, trochę mniej wybacza nasze kulinarne przyzwyczajenia. Sam nieraz łapię się na tym, że coś, co kiedyś uchodziło płazem, dziś kończy się niestrawnością albo zwyczajnym brakiem sił.
Najprościej byłoby powiedzieć: jedzmy zdrowo. Tylko co to właściwie znaczy? Dla jednego zdrowe śniadanie to owsianka z owocami, dla drugiego kromka chleba z twarożkiem i pomidorem. I wie pan, i wie pani co? Obie odpowiedzi mogą być dobre. Zdrowe śniadanie nie musi wyglądać jak zdjęcie z kolorowego magazynu. Wystarczy, że będzie przygotowane z rozsądkiem i bez przesady.
Bardzo lubię zwykłą owsiankę. Kiedyś wydawała mi się jedzeniem raczej smutnym, takim szpitalnym. Dopiero później odkryłem, że wszystko zależy od dodatków. Garść płatków owsianych gotowanych na mleku albo napoju roślinnym, do tego starte jabłko, kilka orzechów włoskich i odrobina cynamonu. W całym mieszkaniu pachnie wtedy trochę jak w starej cukierni, tylko bez tej przesadnej słodyczy. Nie trzeba dosypywać cukru. Jabłko naprawdę robi swoją robotę. Czasem wrzucam jeszcze kilka borówek, jeśli akurat są pod ręką, choć zimą częściej kończy się na mrożonych. I też jest dobrze.
Nie każdy jednak przepada za ciepłą owsianką. Znam osoby, które od samego patrzenia dostają grymas na twarzy. W porządku. Jest przecież twarożek. Taki zwyczajny, półtłusty, rozgnieciony widelcem z jogurtem naturalnym, szczypiorkiem, rzodkiewką i odrobiną koperku. Do tego kromka razowego chleba. Nic odkrywczego, wiem. Ale właśnie takie śniadania najczęściej zostają z nami na lata. Są swojskie. Pachną domem. Trochę przypominają wakacje u rodziny na wsi, gdzie szczypiorek ścinało się prosto z grządki, a rzodkiewki jeszcze miały na sobie ślady ziemi.
Coraz częściej dietetycy zachęcają też do jedzenia jajek. I słusznie. Jedno czy dwa jajka na miękko, plaster pomidora, kilka listków sałaty, kromka pełnoziarnistego pieczywa. Niewiele, a człowiek długo nie czuje głodu. Ważne tylko, żeby nie utopić wszystkiego w majonezie. To właśnie z dodatkami najłatwiej przesadzić. Łyżeczka masła? Owszem. Pięć grubych plastrów tłustej kiełbasy każdego ranka… no, tutaj organizm prędzej czy później wystawi rachunek.
A skoro już o warzywach mowa, mam wrażenie, że w wielu domach nadal traktuje się je jak dekorację talerza. Jeden listek sałaty, pół plasterka ogórka i koniec. A przecież właśnie rano warto dorzucić ich więcej. Papryka, ogórek, pomidor, kiełki, trochę natki pietruszki. Nawet zwykła kanapka od razu wygląda inaczej. I smakuje inaczej. Człowiek je oczami bardziej, niż chciałby przyznać.
Bywa też, że apetyt od rana jest niewielki. To częste, zwłaszcza u starszych osób. Wtedy nie ma sensu zmuszać się do wielkiego posiłku. Lepiej przygotować koktajl z kefiru, banana i garści malin albo truskawek, jeśli akurat jest sezon. Można dorzucić łyżkę płatków owsianych lub siemienia lnianego. Taki napój syci bardziej, niż się wydaje, a przy okazji jest łatwy do wypicia nawet wtedy, gdy człowiek nie ma ochoty gryźć chrupiących bułek. Zresztą… każdy to zna, prawda? Są takie poranki, kiedy kawa smakuje świetnie, ale na jedzenie trzeba się dopiero powoli namówić.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której mówi się trochę za rzadko. Rutyna. Nie ta zła, nudna, tylko spokojna. Organizm naprawdę lubi regularność. Jeśli codziennie śniadanie pojawia się mniej więcej o podobnej porze, łatwiej utrzymać stabilny poziom energii. Wiem, brzmi to może mało romantycznie, ale działa. Nawet emerytura, kiedy zegarek przestaje rządzić całym dniem, nie musi oznaczać jedzenia o przypadkowych godzinach.
Czasami słyszę, że zdrowe odżywianie jest drogie. Pewnie bywa. Jeśli ktoś codziennie kupuje modne produkty z egzotycznych sklepów. Ale zwykłe płatki owsiane, jajka, twaróg, sezonowe warzywa czy jabłka naprawdę nie rujnują domowego budżetu. Często najprostsze rozwiązania okazują się najlepsze. Tak już jest. Może właśnie dlatego przetrwały tyle pokoleń.
Na koniec zostawiłem coś, co wydaje mi się najważniejsze. Śniadanie nie powinno być obowiązkiem odhaczanym z listy. Dobrze, jeśli staje się chwilą spokoju. Nawet piętnaście minut przy stole, bez pośpiechu, z otwartym oknem, przez które wpada zapach mokrej trawy po nocnym deszczu albo odgłos dzieci idących do szkoły. Takie drobiazgi zostają w pamięci znacznie dłużej niż najbardziej wymyślne przepisy. Zdrowe śniadanie zaczyna się oczywiście od dobrych składników, ale kończy się gdzieś zupełnie indziej. W zwykłej codzienności, która – jeśli dobrze się jej przyjrzeć – potrafi smakować naprawdę zaskakująco dobrze.









