Są takie dni, kiedy człowiek budzi się i już po pierwszym ruchu wie, że łatwo nie będzie. Kolano odezwie się przy schodzeniu z łóżka, plecy zaprotestują przy zakładaniu skarpetek, a bark przypomni o sobie przy sięganiu po kubek. I niby to nic wielkiego. Tylko że kiedy taki poranek powtarza się tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, zaczyna się coś więcej niż zwykły ból. Zaczyna się zmęczenie. Nie tylko ciała. Także głowy.
Pamiętam rozmowę z pewnym starszym panem w poczekalni przychodni. Powiedział coś, co zostało ze mną na długo. „Wie pan, do bólu można się przyzwyczaić. Ale człowiek nigdy się nie przyzwyczaja do tego, że musi o nim myśleć od rana do wieczora.” Mocne zdanie. I bardzo prawdziwe. Bo przewlekły ból nie zabiera tylko sprawności. Odbiera też kawałek zwyczajnego życia. Tego, w którym nie zastanawiamy się, czy damy radę dojść do sklepu albo usiąść z wnukiem na dywanie.
Najgorsze jest chyba to, że wielu ludzi próbuje go przeczekać. „Samo przejdzie”, „tak już jest w moim wieku”, „inni mają gorzej”. Ile razy to słyszałem. Tymczasem przewlekły ból to nie jest obowiązkowy dodatek do metryki. Owszem, z wiekiem częściej dokuczają stawy, kręgosłup czy mięśnie, ale to nie znaczy, że trzeba machnąć ręką. Naprawdę nie.
Lekarze od lat powtarzają, że pierwszym krokiem jest znalezienie przyczyny. Czasem winne są zmiany zwyrodnieniowe, czasem dawne urazy, a czasem choroby, które rozwijają się po cichu. Dlatego nie warto przez wiele miesięcy żyć wyłącznie na tabletkach przeciwbólowych kupowanych przy okazji wizyty w aptece. To daje chwilową ulgę, jasne. Ale przecież nie rozwiązuje problemu.
Zaskakujące jest to, że przy bólu bardzo pomaga… ruch. Wiem, brzmi przewrotnie. Kiedy boli kolano, człowiek ma ochotę usiąść i już z niego nie wstawać. Sam pewnie zrobiłbym podobnie. Tyle że organizm działa trochę inaczej, niż podpowiada intuicja. Odpowiednio dobrane ćwiczenia potrafią zmniejszyć napięcie mięśni, poprawić ruchomość stawów i zwyczajnie ułatwić codzienne funkcjonowanie. Nie chodzi o maraton ani siłownię. Czasem wystarczy spokojny spacer, kilka prostych ćwiczeń zaleconych przez fizjoterapeutę albo odrobina gimnastyki przy otwartym oknie. Nawet jeśli za oknem słychać tylko gołębie i sąsiada odpalającego kosiarkę.
Ogromne znaczenie ma także sen. To ciekawa zależność, bo ból utrudnia zasypianie, a niewyspanie sprawia, że ból wydaje się jeszcze silniejszy. Takie błędne koło. Nie zawsze da się je przerwać od razu, ale warto próbować. Wieczorem mniej telewizora, trochę ciszy, może książka zamiast kolejnego programu, który tylko podnosi ciśnienie. Czasem filiżanka melisy. Pachnie trochę jak dzieciństwo u babci, prawda? I nawet jeśli nie zdziała cudów, sam rytuał uspokaja.
Coraz częściej mówi się również o tym, że przewlekły ból wpływa na psychikę. I odwrotnie. Gorszy nastrój sprawia, że ból odczuwamy mocniej. To nie jest wymysł ani „siedzenie w głowie”, jak niektórzy mówią. Tak po prostu działa organizm. Dlatego rozmowa z bliskimi, spotkanie ze znajomymi czy nawet wyjście na osiedlową ławkę mogą zrobić więcej dobrego, niż się wydaje. Człowiek przestaje skupiać całą uwagę na tym, co boli. Choćby na chwilę.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której mówi się za rzadko. Nie wstydźmy się prosić o pomoc. To chyba jedno z trudniejszych zadań dla ludzi wychowanych w przekonaniu, że trzeba sobie radzić samemu. A przecież czasami wystarczy, że ktoś pomoże wnieść ciężkie zakupy albo odkręcić mocno zakręcony słoik z ogórkami. Takie drobiazgi. Ale właśnie z takich drobiazgów składa się codzienność.
No i oczywiście leki. Są potrzebne, bywają bardzo skuteczne, jednak powinny być stosowane rozsądnie i zgodnie z zaleceniami lekarza. Niektóre preparaty mogą wchodzić w interakcje z innymi lekami, obciążać żołądek albo nerki. Warto więc od czasu do czasu zrobić przegląd domowej apteczki. Wielu z nas trzyma tabletki „na wszelki wypadek”, które leżą tam od kilku lat. Sam kiedyś znalazłem opakowanie z datą ważności tak odległą, że aż musiałem się uśmiechnąć.
Przewlekły ból rzadko znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To raczej przeciwnik, z którym trzeba nauczyć się żyć mądrzej niż dotąd. Czasem oznacza to zmianę codziennych nawyków, czasem regularną rehabilitację, czasem cierpliwość, której zwyczajnie nam brakuje. Ale każdy mały krok ma znaczenie. Dłuższy spacer bez przystanku. Spokojnie przespana noc. Wejście po schodach bez grymasu. Takie zwykłe zwycięstwa często smakują najlepiej. I chyba właśnie one przypominają, że mimo bólu życie nadal potrafi być całkiem dobre. Nie idealne. Po prostu dobre. A to, zwłaszcza z upływem lat, jest naprawdę sporo.









