Jeszcze niedawno słowo „wynajem” kojarzyło się wielu osobom z czymś tymczasowym. Wynajmowało się mieszkanie na studiach, po ślubie, w oczekiwaniu na własne lokum. Potem człowiek brał kredyt, kupował cztery kąty i mówił: „Wreszcie na swoim”. I właściwie na tym temat się kończył. Dzisiaj coraz częściej można jednak usłyszeć inne pytanie: a może właśnie na emeryturze lepiej nie mieć własnego mieszkania? Brzmi trochę przewrotnie, szczególnie dla pokolenia, które przez pół życia odkładało, remontowało, malowało ściany i pilnowało, żeby żadna rysa nie została bez szpachli.
A jednak coś w tym jest. Mieszkanie, które przez czterdzieści lat było wielkim osiągnięciem, z czasem może stać się również obowiązkiem. Dużym, czasem zwyczajnie męczącym. Trzy pokoje, piwnica, balkon, komórka lokatorska, piętro bez windy. Do tego czynsz, fundusz remontowy, ogrzewanie, prąd, podatek, ubezpieczenie. A człowiek coraz częściej myśli nie o tym, jak urządzić kolejny pokój, tylko czy naprawdę potrzebuje tych wszystkich metrów.
Wynajęcie mieszkania i przeprowadzka do mniejszego lokum może więc mieć sens. Szczególnie wtedy, gdy obecne mieszkanie jest za duże dla jednej albo dwóch osób. Dzieci dawno wyprowadziły się z domu, wnuki pojawiają się na weekend, a przez pozostałe dni tygodnia dwa pokoje stoją właściwie puste. Kurz jednak nie wyprowadził się razem z dziećmi. Kurz, jak wiadomo, jest niezwykle rodzinny – zawsze wraca.
Mniejsze wynajmowane mieszkanie może oznaczać mniej sprzątania, mniej napraw i mniejszą odpowiedzialność za wszystko, co się psuje. Cieknący kran? Awaria ogrzewania? Problem z instalacją? Właściciel powinien się tym zająć, choć oczywiście praktyka bywa różna. I tu właśnie zaczynają się schody. Wynajem nie jest przecież magicznym sposobem na spokojną starość.
Największym problemem jest poczucie bezpieczeństwa. Własnego mieszkania nikt nam nie wypowie tylko dlatego, że właściciel postanowił je sprzedać. Przy wynajmie sytuacja wygląda inaczej. Umowa ma określony czas, czynsz może się zmienić, właściciel może mieć inne plany. Dla trzydziestolatka perspektywa kolejnej przeprowadzki jest kłopotliwa. Dla siedemdziesięciolatka może być już naprawdę poważnym problemem. Zwłaszcza jeśli człowiek mieszka w jednym miejscu od kilkudziesięciu lat, zna panią z warzywniaka, listonosza, sąsiada z drugiego piętra i wie, który autobus zawsze przyjeżdża spóźniony.
Dlatego jeżeli ktoś poważnie rozważa wynajem na późniejsze lata, powinien patrzeć przede wszystkim na stabilność. Dobra, jasno napisana umowa jest ważniejsza niż ładna kuchnia i modna łazienka. Warto dokładnie sprawdzić, na jak długo zawierana jest umowa, jakie są zasady jej wypowiedzenia, kto ponosi koszty napraw i czy właściciel może podnieść czynsz. Niby oczywistości. A potem człowiek podpisuje dokument na sześciu stronach, bo „przecież wszystko jest standardowo”, i dopiero po roku zaczyna czytać.
Jest też druga strona medalu. Sprzedając własne mieszkanie, można uzyskać kapitał. Dla niektórych osób oznacza to znaczną poprawę sytuacji finansowej. Pieniądze można przeznaczyć na bieżące potrzeby, podróże, pomoc dzieciom albo po prostu zostawić jako poduszkę bezpieczeństwa. Można również kupić niewielkie mieszkanie i resztę środków zachować. To często rozwiązanie pośrednie, mniej emocjonujące, ale za to spokojniejsze.
No właśnie, emocje. O tym mówi się chyba za mało. Dom czy mieszkanie to nie tylko metraż i cena za metr kwadratowy. To miejsce, w którym zostały ślady życia. Tutaj dzieci miały swoje pokoje. Tutaj przyjmowało się gości. W tej kuchni ktoś przypalił pierwszą szarlotkę, w przedpokoju stała choinka, a na balkonie przez lata rosły pelargonie. Sprzedaż takiego miejsca może boleć bardziej, niż człowiek przypuszcza. Czasem nawet wtedy, gdy rozsądek mówi: „To już za duże”.
Nie należy też zakładać, że wynajem zawsze będzie tańszy od utrzymania własnego mieszkania. Wszystko zależy od miasta, lokalizacji, wielkości lokalu i wysokości emerytury. W Warszawie czy Krakowie miesięczny koszt najmu może być zupełnie inny niż w mniejszym mieście na Mazowszu, Podlasiu czy Dolnym Śląsku. Trzeba policzyć całość, a nie tylko sam czynsz najmu. Dochodzą opłaty administracyjne, media, czasem miejsce parkingowe. I nagle kwota, która na początku wyglądała całkiem rozsądnie, robi się mniej sympatyczna.
Jest jeszcze jedna rzecz, bardzo praktyczna. Warto pomyśleć o przyszłości, zanim przyszłość sama zacznie się o siebie upominać. Mieszkanie na trzecim piętrze bez windy może być dziś wygodne. Dzisiaj człowiek wnosi zakupy, schodzi po gazetę, wychodzi na spacer. Ale za dziesięć lat? Tego nikt nie wie. Dlatego przeprowadzka do niewielkiego mieszkania z windą, blisko sklepu, przychodni, apteki i komunikacji miejskiej może być rozsądniejsza niż kurczowe trzymanie się dużego lokalu tylko dlatego, że „zawsze tu mieszkaliśmy”.
Z drugiej strony własność daje coś, czego wynajem nie daje: pewność, że mamy swoje miejsce. Jeśli mieszkanie jest spłacone, jego miesięczne utrzymanie może być znacznie niższe niż czynsz najmu. Można też zostawić je dzieciom albo wnukom. Nie każdy jednak musi traktować nieruchomość jako rodzinny pomnik. Dzieci czasami mają już własne mieszkania, kredyty i swoje życie. Kolejne 70-metrowe lokum w spadku może być dla nich prezentem, ale może być też kłopotem, którego nie wypada odmówić.
Dlatego nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Jednej osobie wynajem pozwoli uwolnić się od dużego mieszkania i da pieniądze na wygodniejsze życie. Innej odbierze poczucie stabilności i sprawi, że każdy list od właściciela będzie budził niepotrzebne napięcie. Ktoś jeszcze inny najlepiej zrobi, zamieniając duże własne mieszkanie na mniejsze własne. Bez rewolucji, bez comiesięcznego przelewania pieniędzy komuś obcemu.
Wynajęcie mieszkania na starość może być dobrym rozwiązaniem, ale tylko wtedy, gdy wynika z policzonej decyzji, a nie ze zmęczenia własnym mieszkaniem czy chwilowej potrzeby gotówki. Warto wcześniej sprawdzić koszty, warunki umowy i lokalizację, a przede wszystkim zastanowić się, czego naprawdę potrzebujemy za kilka czy kilkanaście lat. Bo na emeryturze mieszkanie powinno przede wszystkim pomagać żyć, a nie organizować człowiekowi życie od rana do wieczora. Czasem oznacza to własne cztery kąty. Czasem wynajęte dwa pokoje z balkonem. A czasem po prostu odwagę, żeby przyznać, że dom, który był kiedyś idealny, dzisiaj jest już trochę za duży.









