Przez długi czas kryptowaluta brzmiała dla mnie trochę jak nazwa egzotycznej ryby. Bitcoin, ethereum, jakieś tokeny, portfele cyfrowe. Człowiek czytał o tym w gazecie i miał wrażenie, że to świat młodych ludzi siedzących nocą przed trzema monitorami. A potem okazało się, że również emeryt może dostać pytanie: „A ty już masz bitcoina?”. I wtedy zaczyna się kłopot, bo łatwo pomylić ciekawość z rozsądkiem.
Czy kryptowaluty są bezpieczne? Najuczciwsza odpowiedź brzmi: mogą być, ale same w sobie nie są bezpieczną przystanią dla oszczędności. To inwestycja obarczona dużym ryzykiem. I właśnie to słowo – ryzyko – warto zapamiętać, zanim ktoś obieca nam 20 procent zysku w miesiąc. Albo 10 procent tygodniowo. Wtedy, proszę państwa, ręka powinna sama odsunąć telefon od siebie.
Zacznijmy od rzeczy, która bywa dla starszych osób szczególnie nieprzyjemna. Pieniądze w kryptowalutach nie są przechowywane na zwykłym rachunku bankowym. Korzysta się z giełd kryptowalutowych albo własnych portfeli cyfrowych, a dostęp do nich zabezpieczają między innymi hasła i tak zwane klucze prywatne. Utrata danych potrzebnych do odzyskania portfela może być naprawdę trudna. Nie ma przecież pani w okienku, do której można podejść z dowodem i powiedzieć: „Proszę mi to odblokować, bo zgubiłem kartkę”.
I tu dochodzimy do oszustw. To chyba większe zagrożenie niż sama technologia. Telefon, wiadomość na Facebooku, e-mail. „Panie Janie, pańskie konto zostało zagrożone”. „Proszę szybko przelać środki na bezpieczny portfel”. „Mamy dla pana wyjątkową okazję inwestycyjną”. Brzmi profesjonalnie, czasem nawet bardzo profesjonalnie. Oszuści potrafią używać logo znanej firmy, podrobionej strony internetowej i języka, który ma wzbudzić zaufanie. A kiedy człowiek się spieszy, bo słyszy, że „trzeba działać natychmiast”, rozsądek potrafi gdzieś zniknąć. Jak klucze odkładane na chwilę na stół. Potem oczywiście nie wiadomo, gdzie są.
Jest jeszcze jedna rzecz: zmienność cen. Kryptowaluta potrafi w krótkim czasie mocno podrożeć, ale również mocno stracić na wartości. Tutaj kawa może wystygnąć, a wykres zrobić coś, czego człowiek się nie spodziewał. Dla osoby, która ma 25 lat i inwestuje niewielką część dochodów, taka huśtawka może być do zaakceptowania. Dla kogoś, kto z tych pieniędzy ma finansować następne kilkanaście czy kilkadziesiąt lat życia, sprawa wygląda zupełnie inaczej.
Nie oznacza to jednak, że po sześćdziesiątce trzeba omijać kryptowaluty szerokim łukiem. Ciekawość jest dobra. Można przeczytać, czym jest Bitcoin, blockchain i czym różni się giełda od portfela. Jak z nowym samochodem: dobrze wiedzieć, jak działa.
Jeżeli ktoś mimo wszystko chce przeznaczyć na kryptowaluty część swoich pieniędzy, najważniejsza zasada jest banalna: nie wkładać tam pieniędzy, których utrata zachwiałaby domowym budżetem. Emerytura, czynsz, leki, rachunki, pomoc dzieciom czy wnukom – tego nie powinno się uzależniać od tego, czy Bitcoin danego dnia kosztuje więcej czy mniej. Kryptowaluty powinny być co najwyżej niewielkim dodatkiem do majątku, a nie jego fundamentem.
Trzeba też uważać na ludzi, którzy chcą za nas inwestować. „Opiekun inwestycyjny”, „analityk”, „doradca kryptowalutowy” – nazwy można wymyślić różne. Jeżeli ktoś dzwoni z propozycją inwestycji, obiecuje pewny zysk albo namawia do zainstalowania programu, dzięki któremu będzie mógł „pomóc” na naszym komputerze, najlepiej zakończyć rozmowę. Nie tłumaczyć się, nie wdawać w dyskusję. Po prostu się rozłączyć. Każdy to zna, prawda? Ten moment, kiedy ktoś mówi tak przekonująco, że zaczynamy się zastanawiać, czy może jednak to my czegoś nie rozumiemy. Nie. Czasem po prostu ktoś próbuje nas oszukać.
Warto również pamiętać, że zyski z kryptowalut nie są magicznie zwolnione z podatków. W Polsce sprzedaż kryptowalut może powodować obowiązki podatkowe. Dlatego dobrze zachowywać potwierdzenia transakcji, wpłat i wypłat. Nie wyrzucać wiadomości z giełdy po dwóch latach tylko dlatego, że skrzynka pocztowa zaczęła narzekać na brak miejsca.
Największym błędem jest chyba myślenie, że skoro ktoś inny zarobił, to nam również się uda. Sąsiad kupił za tysiąc i po czasie miał dwa tysiące. Znajomy z internetu pokazuje wykres i mówi, że „teraz jest najlepszy moment”. Tylko że widzimy przede wszystkim tych, którym się udało. Nie widzimy człowieka, który kupił w złym momencie i siedzi cicho przy kuchennym stole, patrząc na coraz mniejszą kwotę. A takich historii jest przecież sporo.
Czy więc senior powinien inwestować w kryptowaluty? Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Jeżeli ktoś dobrze rozumie ryzyko, ma zabezpieczone podstawowe potrzeby, nie potrzebuje tych pieniędzy w najbliższym czasie i traktuje kryptowaluty jako niewielką, ryzykowną część swoich oszczędności – może rozważyć taki krok. Ale jeżeli ktoś liczy na szybkie podwojenie emerytalnych oszczędności, bo reklama obiecała mu „pewny zysk”, powinien się zatrzymać.
Kryptowaluty nie są ani diabelskim wynalazkiem, ani maszynką do robienia pieniędzy. Są nową klasą aktywów, z którą wiąże się zarówno możliwość zysku, jak i poważnej straty. Dla seniora szczególnie ważne jest, by nie ryzykować pieniędzy potrzebnych do spokojnego życia i nie ufać osobom obiecującym pewne zyski. Czasem najlepszą inwestycją jest ta, której nie dokonaliśmy pod wpływem telefonu, reklamy albo znajomego, który właśnie odkrył „pewną okazję”. Spokojna głowa też ma swoją wartość. I, w przeciwieństwie do kryptowaluty, nie spada o 15 procent przed obiadem.









