Są takie wydatki, które człowiek planuje przez pół roku, odkłada po trochu, ogląda ceny w internecie, a potem i tak okazuje się, że lodówka postanowiła zakończyć pracę akurat wtedy, kiedy emerytura już dawno wpłynęła na konto. Albo dentysta. Albo przeciekający dach, który przez trzy miesiące tylko niewinnie kapał, aż pewnego ranka kapie już nie na podłogę, lecz prosto na nasze nerwy. Pieniądze są potrzebne natychmiast, a oszczędności, owszem, były, tylko że poszły na coś innego. I wtedy pojawia się myśl: może pożyczka?
Samo słowo u wielu osób wywołuje nieprzyjemne uczucie. Pożyczka kojarzy się z czasami, kiedy trzeba było pożyczać od rodziny, sąsiada albo znajomego z pracy, a oddawanie pieniędzy miało swój ciężar. Dziś oferta jest szeroka, reklamy obiecują pieniądze „od ręki”, „bez zbędnych formalności”, czasem niemal bez pytania, na co te pieniądze właściwie są potrzebne. I właśnie dlatego na emeryturze warto zachować szczególną ostrożność. Nie dlatego, że pożyczka jest z definicji czymś złym. Dlatego, że comiesięczny dochód bywa stały, a niespodziewane wydatki — niestety — nie mają zwyczaju pytać o zgodę.
Pożyczka może mieć sens, jeśli służy konkretnemu celowi i człowiek wie, z czego ją spłaci. Naprawa pieca przed zimą, pilny zabieg stomatologiczny, usunięcie awarii w mieszkaniu. Trudno przecież powiedzieć komuś: „Proszę poczekać do wiosny, wtedy może będzie pan miał pieniądze”. Zima nie czeka, ząb też nie zawsze. Jeżeli wydatek jest konieczny, a rata mieści się w domowym budżecie bez odbierania pieniędzy na jedzenie, leki czy rachunki, pożyczka może być rozsądnym rozwiązaniem. Czasem nawet lepszym niż odkładanie sprawy, która z tygodnia na tydzień robi się droższa.
Ale jest też druga strona. Na emeryturze łatwiej przyzwyczaić się do pewnego poziomu wydatków, a trudniej nagle znaleźć dodatkowe kilkaset złotych miesięcznie. Rata, która na papierze wygląda niewinnie, w praktyce może oznaczać rezygnację z wizyty u lekarza, ograniczenie zakupów albo ciągłe przekładanie rachunków. I to już nie jest wygodne rozwiązanie, tylko kłopot przeniesiony z jednego miejsca w drugie.
Zanim podpiszemy umowę, dobrze policzyć wszystko na spokojnie. Nie tylko wysokość raty, ale też całkowity koszt pożyczki. Ile oddamy łącznie? Czy są prowizje, ubezpieczenia, opłaty za obsługę? Czy wcześniejsza spłata jest możliwa i czy wiąże się z dodatkowymi kosztami? Reklama może mówić o „niskiej racie”, ale niska rata rozciągnięta na długi czas nie musi oznaczać taniej pożyczki. To trochę jak z zakupami na raty: człowiek patrzy na 89 zł miesięcznie, a dopiero później zauważa, że tych 89 zł będzie płacił przez trzy lata.
Warto też uważać na pożyczki oferowane przez firmy, których nazwy nic nam nie mówią. Nie każda taka firma jest nieuczciwa, ale nie każda oferta jest przejrzysta. Szczególnie niebezpieczne są propozycje, w których pieniądze mają pojawić się natychmiast, a formalności ograniczają się do kilku kliknięć. Jeżeli ktoś naciska, że trzeba podpisać „teraz, bo jutro oferta zniknie”, to jest dobry moment, żeby odłożyć telefon. Prawdziwa potrzeba finansowa nie powinna zmuszać do podejmowania decyzji w pośpiechu.
Osoby starsze są też częściej celem oszustów. Bywa, że ktoś dzwoni z propozycją „specjalnej pożyczki dla emerytów”, prosi o przelew opłaty wstępnej albo o podanie danych logowania do banku. Tu nie ma miejsca na uprzejmość. Nie podajemy kodów SMS, haseł, danych karty ani nie instalujemy aplikacji na polecenie nieznanej osoby. Bank nie prosi przez telefon o zatwierdzanie przelewów na „bezpieczne konto”. A jeśli ktoś mówi, że jest naszym wnukiem i pilnie potrzebuje pieniędzy, najpierw dzwonimy do wnuka na znany nam numer. Nie na ten, który właśnie pojawił się na ekranie.
Jest jeszcze kwestia pożyczania na przyjemności. I tu nie zamierzam udawać, że człowiek po sześćdziesiątce powinien już tylko oszczędzać, siedzieć w domu i czekać na kolejną podwyżkę emerytury. Życie ma być życiem. Wyjazd, spotkanie z przyjaciółmi, wymiana starego telewizora, czasem prezent dla kogoś bliskiego — to wszystko może być ważne. Tylko dobrze odróżnić wydatek, który naprawdę poprawi nam życie, od zakupu, którego potrzebę podsunęła reklama. „Ostatnie sztuki”, „tylko dziś”, „musisz to mieć” — znamy te sztuczki. A potem paczka przychodzi i człowiek patrzy na nią z miną: po co mi to było?
Szczególnie ostrożnie trzeba podchodzić do pożyczania pieniędzy innym. Dzieciom, wnukom, znajomym. Pomoc rodzinie jest czymś pięknym, ale zaciąganie długu na cudzą prośbę może skończyć się bardzo źle. Jeśli ktoś potrzebuje pieniędzy na spłatę własnych zobowiązań, a my mamy wziąć pożyczkę na siebie, ryzyko pozostaje po naszej stronie. Nawet jeśli obietnica brzmi: „Będę ci co miesiąc oddawać”. Lepiej pomóc mniejszą kwotą, jeśli nas na nią stać, niż przez kilka lat spłacać cudzy problem. Rodzina rodziną, ale bank raty nie umarza z powodu wzruszenia.
Przed zaciągnięciem pożyczki można też porozmawiać z kimś zaufanym. Nie po to, żeby oddawać komuś decyzję, lecz żeby usłyszeć własne myśli na głos. Czasem dopiero wtedy wychodzi, że potrzebujemy nie pożyczki, ale negocjacji ceny, rozłożenia płatności na dwie części albo zwyczajnego odłożenia zakupu. Warto zapytać w banku o wszystkie koszty i poprosić o umowę do domu. Nikt rozsądny nie powinien mieć pretensji, że chcemy ją przeczytać przy stole, przy herbacie, z okularami na nosie. To nasze pieniądze, nie konkurs na szybkość podpisu.
Najważniejsze jest chyba to, żeby nie traktować pożyczki jako stałego dodatku do emerytury. Jeśli co miesiąc trzeba pożyczać, żeby dotrwać do kolejnej wypłaty, problem leży głębiej. Wtedy warto przejrzeć wydatki, sprawdzić, czy przysługują nam wszystkie świadczenia i dodatki, porozmawiać z doradcą finansowym albo bezpłatnym punktem porad konsumenckich. Czasem kilka niewielkich zmian daje więcej niż kolejna rata. A czasem trzeba po prostu przyznać: tego budżetu nie da się już rozciągnąć.
Podsumowując, pożyczka na emeryturze nie jest ani powodem do wstydu, ani automatycznie dobrym rozwiązaniem. Może pomóc w nagłej, potrzebnej sprawie, ale może też stać się ciężarem, jeśli weźmiemy ją pod wpływem emocji, reklamy albo cudzej presji. Najbezpieczniej pożyczać na konkretny cel, po dokładnym policzeniu kosztów i z pewnością, że rata nie naruszy pieniędzy przeznaczonych na codzienne życie. A jeśli oferta wydaje się zbyt piękna, żeby była prawdziwa — cóż, najczęściej właśnie taka jest. Lepiej przespać się z decyzją niż później przez wiele miesięcy budzić się z ratą.









