Szukaj

Jak nie dać się oszukać – przestrogi dla seniorów

Jak nie dać się oszukać – przestrogi dla seniorów2

Człowiek może całe życie uczciwie pracować, pilnować rachunków, odkładać pieniądze i jeszcze pamiętać, gdzie położył dokumenty sprzed dwudziestu lat. A potem przychodzi jeden telefon i nagle wszystko zaczyna się dziać za szybko. „Proszę się nie rozłączać”, „pieniądze są zagrożone”, „trzeba natychmiast potwierdzić”. I właśnie to „natychmiast” jest często największą czerwoną lampką.

Oszuści dobrze wiedzą, że człowiek przestraszony myśli inaczej. Nie zawsze gorzej, po prostu inaczej. Serce zaczyna bić szybciej, ręka mocniej ściska telefon, a w głowie pojawia się jedna myśl: co zrobić, żeby niczego nie stracić? No i wtedy łatwiej zrobić dokładnie to, czego oczekuje przestępca.

Jednym z najbardziej znanych sposobów jest telefon od rzekomego pracownika banku. Numer na wyświetlaczu może wyglądać wiarygodnie, rozmówca zna nasze imię, czasem nawet nazwę banku. Mówi spokojnie, profesjonalnie. Pojawiła się podejrzana transakcja, ktoś próbuje wypłacić pieniądze, trzeba zabezpieczyć konto. Czasami pada propozycja przelania środków na „bezpieczny rachunek”. I tu trzeba się zatrzymać. Bank nie powinien nakłaniać klienta do przekazywania pieniędzy na rachunek wskazany przez telefonicznego rozmówcę tylko po to, żeby je „ochronić”.

Najprostsza zasada? Rozłączyć się i samemu zadzwonić do banku, korzystając z numeru znajdującego się na karcie albo oficjalnej stronie. Nie z numeru podanego przez rozmówcę. To dodatkowe dwie minuty, może trzy. Nic się przez ten czas nie zawali.

Podobnie działa oszustwo „na wnuczka”, choć dziś wnuczek ma wiele twarzy i nie zawsze jest wnuczkiem. Czasem jest córką, synem, policjantem, lekarzem albo pracownikiem banku. Historia bywa bardzo emocjonalna. Wypadek, kłopoty, zatrzymanie, pilna potrzeba pieniędzy. W słuchawce może nawet odezwać się osoba udająca krewnego. Człowiek słyszy znajomy głos i serce robi swoje.

Dlatego warto mieć w rodzinie własne hasło albo pytanie, którego odpowiedź zna tylko najbliższa osoba. Nie „Jak masz na imię?”, bo to wie internet i pół osiedla. Raczej coś zupełnie zwyczajnego, ustalonego wcześniej. A jeśli ktoś prosi o pieniądze pod presją czasu, najlepiej przerwać rozmowę i samemu skontaktować się z krewnym. Nawet jeśli druga strona mówi: „Babciu, nie rozłączaj się!”. Właśnie wtedy można się rozłączyć.

Są też oszustwa mniej dramatyczne, za to bardzo sprytne. SMS z informacją o niedopłacie za paczkę. Wiadomość o blokadzie konta. Link do rzekomego zwrotu pieniędzy. Czasem wiadomość wygląda niemal identycznie jak prawdziwa korespondencja firmy. Człowiek klika, bo przecież czeka na przesyłkę. Albo rzeczywiście ma coś zapłacić. Przypadek? Dla oszusta nie ma przypadków, jest masowe wysyłanie wiadomości i czekanie, aż ktoś trafi.

Tu również działa stara, dobra zasada: nie klikamy w link z wiadomości, jeśli nie mamy pewności, skąd pochodzi. Lepiej samodzielnie wejść na stronę firmy, banku czy urzędu, wpisując adres w przeglądarce. A jeśli wiadomość straszy, że „konto zostanie zablokowane w ciągu 30 minut”, można niemal od razu podejrzewać próbę wywarcia presji. Prawdziwe instytucje też mają procedury, ale zwykle nie prowadzą człowieka do finansowej przepaści w pół godziny.

Oszuści pojawiają się również pod drzwiami. „Kontrola gazu”, „pracownik wodociągów”, „sprawdzamy instalację”, „jest awaria na klatce”. Wchodzą szybko, mówią dużo, nie dają czasu na zastanowienie. Czasem jedna osoba zajmuje rozmową, a druga w tym czasie zagląda do mieszkania. To stara metoda, tylko zmieniają się preteksty.

Nie trzeba być nieuprzejmym. Można powiedzieć: „Proszę zostawić informację, skontaktuję się z administracją”. I zamknąć drzwi. Jeśli ktoś rzeczywiście jest pracownikiem, nie powinien mieć problemu z takim zachowaniem. Można też zadzwonić do administracji budynku i sprawdzić, czy rzeczywiście wysłano pracownika. Zresztą dobrze mieć ten numer zapisany przy telefonie. Obok numeru do córki, przychodni i hydraulika, który kiedyś uratował sytuację pod zlewem.

Uważać trzeba także na „wyjątkowe okazje”. Inwestycje bez ryzyka, cudowne zyski, pewne kryptowaluty, specjalne obligacje, możliwość zarobienia kilkunastu procent w krótkim czasie. Im bardziej ktoś zapewnia, że „to pewna rzecz”, tym bardziej należy się cofnąć o krok. Pieniądze mają tę nieprzyjemną właściwość, że wysokiego zysku zwykle nie da się oddzielić od ryzyka. A gdy ktoś obiecuje jedno i drugie naraz, zapala się lampka. Najlepiej nie ta energooszczędna.

Warto też pamiętać, że oszust nie musi być nieuprzejmym człowiekiem z kiepskim polskim. Może mówić bardzo poprawnie. Może mieć miły głos, firmowy identyfikator, garnitur i przygotowany scenariusz. Może nawet być cierpliwy. To właśnie bywa najbardziej mylące.

Najważniejsze jest więc nie to, żeby znać wszystkie możliwe metody oszustów. Tych przybywa i za kilka miesięcy pewnie pojawi się następna. Ważniejsze jest wyrobienie sobie kilku odruchów. Nie podawać przez telefon haseł, kodów SMS ani danych karty. Nie instalować programu na polecenie nieznajomego. Nie przekazywać pieniędzy pod presją. Nie wpuszczać obcych do mieszkania bez sprawdzenia, po co przyszli. I przede wszystkim nie wstydzić się powiedzieć: „Muszę to sprawdzić”.

Bo właśnie tego oszuści nie lubią najbardziej – chwili przerwy. Chwili, w której człowiek odkłada telefon, robi herbatę, patrzy przez okno na parking i mówi sobie: zaraz, coś tu nie gra. Czasem wystarczy ta jedna minuta. A jeśli nawet po sprawdzeniu okaże się, że wszystko było w porządku? Trudno. Lepiej stracić minutę niż oszczędności całego życia.

Warto również porozmawiać o tym z bliskimi, bez robienia rodzinnego zebrania przy stole i bez tonu: „Ty sobie z tym na pewno nie poradzisz”. Każdy może zostać oszukany. Młody, starszy, wykształcony, ostrożny. Oszuści nie polują wyłącznie na ludzi łatwowiernych. Polują na moment nieuwagi, strachu albo pośpiechu.

Podsumowanie jest właściwie proste. Kiedy ktoś przez telefon albo przy drzwiach próbuje zmusić nas do szybkiej decyzji, mamy pełne prawo zwolnić. Możemy się rozłączyć. Możemy zamknąć drzwi. Możemy zadzwonić do banku, rodziny czy urzędu własnym numerem. Możemy powiedzieć „nie wiem” i niczego nie podpisywać.

I chyba właśnie to słowo – „nie wiem” – warto sobie przypomnieć. Nie trzeba wszystkiego wiedzieć od razu. Nie trzeba być na bieżąco z każdą nową aplikacją i metodą oszustwa. Wystarczy nie pozwolić, żeby ktoś obcy decydował za nas w pośpiechu. Pieniądze można zarabiać latami. Zaufanie też. A telefon można odłożyć. I czasem naprawdę warto to zrobić.

Obrazek na Magnific