Szukaj

Senior w teatrze – repertuar wart zobaczenia

Senior w teatrze – repertuar wart zobaczenia2

Z teatrem jest trochę jak ze starym znajomym. Niby człowiek wie, czego się po nim spodziewać, a jednak czasem wystarczy jedno spotkanie, żeby wracać do niego myślami przez kilka następnych dni. Bywa też odwrotnie. Człowiek kupi bilet, włoży lepszą koszulę, przyjedzie tramwajem na czas, usiądzie na swoim miejscu i po godzinie pomyśli, że jednak mógł zostać w domu. Tak też bywa. Ale właśnie w tym tkwi urok teatru. Nie daje gwarancji, że wszystko nam się spodoba, za to potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.

Dla wielu osób po sześćdziesiątce teatr jest czymś dobrze znanym, choć nie zawsze odwiedzanym regularnie. Dawniej chodziło się z klasą, potem z żoną, mężem albo znajomymi z pracy. Bywały wyjścia odświętne, z obiadem przed spektaklem i rozmową o aktorach jeszcze długo po powrocie. Później przyszły inne obowiązki, dzieci, praca, czasem zwyczajny brak pieniędzy. I tak mijały lata. A przecież na teatr nigdy nie jest za późno. Co więcej, z wiekiem można odbierać go zupełnie inaczej niż kiedyś. To, co w młodości wydawało się nudnym gadaniem o życiu, po latach nagle okazuje się opowieścią o nas samych.

Jeśli ktoś dawno nie zaglądał do teatru, radziłbym zacząć od komedii. Nie dlatego, że starszy widz powinien oglądać coś lekkiego i łatwego. Nic podobnego. Po prostu śmiech bywa dobrym sposobem na ponowne oswojenie się z teatralną salą. Dobra komedia nie polega przecież na tym, że ktoś potknie się o dywanik, a publiczność wybucha śmiechem. Chociaż i takie przedstawienia mają swoich wielbicieli. Najciekawsze są te, w których śmiejemy się z ludzkich przywar, rodzinnych nieporozumień, zazdrości i naszych małych udawanych niewinności. Nagle okazuje się, że sąsiad z pierwszego rzędu śmieje się dokładnie w tym samym momencie co my. I jakoś tak raźniej.

Warto szukać w repertuarze fars i komedii obyczajowych, zwłaszcza tych, w których aktorzy potrafią zbudować postać, a nie tylko wygłaszać dowcipy. Klasyczne teksty Aleksandra Fredry wciąż mają w sobie mnóstwo energii. „Zemsta” nie jest przecież wyłącznie szkolną lekturą, którą pamiętamy przez mur graniczny i spór o zamek. To opowieść o uporze, urażonej dumie i ludziach, którzy wolą przez pół życia się kłócić, niż raz porządnie porozmawiać. Znamy takich? No właśnie. Dobry spektakl potrafi pokazać, że tekst sprzed wielu pokoleń nie musi być zakurzony, a kostium z epoki nie przeszkadza w rozpoznaniu własnego szwagra.

Ale nie zamykałbym się tylko w komedii. W repertuarze warto wypatrywać dramatów rodzinnych, opowieści o małżeństwie, przyjaźni, przemijaniu i trudnych decyzjach. Teatr ma tę przewagę nad ekranem telewizora, że aktor stoi kilka metrów od nas. Widzimy drobny ruch ręki, zawahanie, spojrzenie, które trwa odrobinę za długo. Czasem ktoś wypowie jedno zdanie i nagle robi się cicho. Tak cicho, że słychać szelest programu teatralnego, który ktoś nieopatrznie zaczął składać na pół. W filmie można przewinąć scenę albo odłożyć oglądanie na jutro. W teatrze trzeba zostać z tym, co się wydarzyło. I może właśnie dlatego niektóre przedstawienia zostają z nami na dłużej.

Osobne miejsce zajmują spektakle oparte na klasyce literatury. Szekspir, Czechow, Wyspiański, a także polscy autorzy współcześni mogą być świetnym wyborem dla widza, który lubi po wyjściu z teatru jeszcze trochę pomyśleć. Nie trzeba jednak udawać, że każda inscenizacja jest zrozumiała i udana. Zdarza się, że reżyser tak mocno chce pokazać własną interpretację, iż widz zastanawia się, czy przypadkiem nie przyszedł na inne przedstawienie. Scena pełna dziwnych przedmiotów, aktorzy mówiący tyłem do publiczności, nagłe migające światła – wszystko to może mieć uzasadnienie, ale nie zawsze musi się podobać. I dobrze. Teatr nie jest egzaminem, na którym należy odgadnąć, co autor miał na myśli. Jeśli spektakl nas nie przekonał, mamy prawo powiedzieć to głośno, choćby przy kawie po powrocie.

Ciekawą propozycją są przedstawienia muzyczne, operetki i musicale. Tu dochodzi jeszcze muzyka, taniec, kostiumy, a czasem melodia, którą nucimy pod nosem następnego ranka przy parzeniu herbaty. Nie każdy musi być miłośnikiem opery, tak jak nie każdy lubi jazz czy muzykę poważną. Warto jednak sprawdzić, co oferuje lokalny teatr muzyczny. Niektóre operetki mają lekkość, humor i wdzięk, których trudno szukać w codziennych wiadomościach. A jeśli ktoś lubi słuchać śpiewu na żywo, powinien dać sobie szansę. Nawet jeśli ostatni raz był w operetce trzydzieści lat temu i pamięta głównie długą przerwę oraz niewygodne buty.

Nie zapominajmy również o teatrach kameralnych. Mniejsze sceny często proponują spektakle, w których nie ma wielkiej dekoracji ani kilkudziesięcioosobowej obsady. Jest za to bliskość, skupienie i aktorstwo, które można oglądać niemal z odległości rozmowy przy kuchennym stole. W takich miejscach powstają przedstawienia o codzienności, samotności, miłości po latach czy relacjach między rodzicami i dorosłymi dziećmi. Tematy nie zawsze wesołe, lecz przecież życie nie składa się wyłącznie z pogodnych niedziel. Czasem dobrze zobaczyć na scenie własne rozterki, tylko wypowiedziane cudzym głosem. Człowiek wychodzi wtedy z poczuciem, że nie wszystko, co trudne, przydarza się wyłącznie jemu.

Przed zakupem biletu warto przeczytać opis przedstawienia, sprawdzić czas trwania i zerknąć na obsadę. Nie zaszkodzi też poszukać opinii, choć z recenzjami bywa podobnie jak z ocenami restauracji: jeden zachwycony, drugi obrażony, bo zupa była za słona. Najlepiej potraktować je jako wskazówkę, a nie wyrok. Jeśli teatr oferuje bilety ulgowe, abonamenty albo specjalne ceny na wybrane spektakle, dobrze zapytać o szczegóły w kasie. Warto też sprawdzić, czy budynek ma windę, wygodne dojście i miejsca, z których dobrze widać scenę. To żadne fanaberie. Nawet najpiękniejsze przedstawienie traci urok, kiedy przez dwie godziny człowiek walczy z niewygodnym fotelem albo martwi się, czy zdąży na ostatni autobus.

Nie trzeba przy tym planować wielkiego wieczoru. Czasami wystarczy wybrać spektakl w pobliskim domu kultury, niewielkim teatrze miejskim czy na scenie, o której istnieniu dowiedzieliśmy się przypadkiem. Warto zajrzeć do repertuaru teatrów w swoim mieście, ale też sprawdzić, czy nie przyjeżdżają do nas gościnne zespoły. Mniejsze miejscowości również mają swoje teatralne życie. Niekiedy wystarczy krótka podróż pociągiem, żeby spędzić popołudnie inaczej niż zwykle. A jeśli trudno znaleźć towarzystwo, można pójść samemu. Na początku bywa trochę niezręcznie, szczególnie w szatni, gdy wszyscy wokół rozmawiają parami. Potem gaśnie światło i ten problem znika. Zresztą na widowni samotny widz nie jest niczym niezwykłym.

Teatr ma jeszcze jedną zaletę, o której rzadziej się mówi. Zmusza nas do wyjścia z domu, odłożenia telefonu i poświęcenia komuś uwagi. Przez chwilę nie trzeba sprawdzać wiadomości, odpowiadać na kolejne powiadomienia ani zastanawiać się, co jutro kupić na obiad. Można po prostu patrzeć i słuchać. Dla jednych będzie to wieczór pełen śmiechu, dla innych okazja do wzruszenia, a dla jeszcze innych pretekst do długiej dyskusji, w której każdy ma trochę racji. I o to chodzi.

Na początek wybierzmy więc coś, co naprawdę nas ciekawi, a nie to, co podobno wypada znać. Komedię Fredry, dramat współczesny, musical albo kameralną opowieść o ludziach podobnych do nas. Nie musimy znać nazwisk wszystkich reżyserów ani rozumieć każdej scenicznej metafory. Mamy prawo się zachwycić, znudzić, roześmiać w niewłaściwym momencie, a potem zmienić zdanie. Najważniejsze, żeby dać sobie szansę. Bo czasem jeden udany wieczór wystarczy, żeby znów zacząć zaglądać do repertuaru. I nagle okazuje się, że teatr, który przez lata wydawał się odległy i trochę odświętny, staje się zwyczajną częścią życia. Taką, na którą czeka się z przyjemnością. A przecież o to w dobrym spędzaniu czasu chodzi, niezależnie od tego, ile mamy lat.

Obrazek na Magnific