Szukaj

Rower elektryczny dla seniora – czy warto zainwestować?

Rower elektryczny dla seniora – czy warto zainwestować2

Jeszcze kilka lat temu rower elektryczny kojarzył mi się trochę z gadżetem dla ludzi, którzy chcą jeździć na rowerze, ale właściwie nie chcą się przy tym zmęczyć. Ot, taki rower z silnikiem. Człowiek naciska, jedzie i może jeszcze opowiadać znajomym, że dzisiaj zrobił trzydzieści kilometrów. Dzisiaj patrzę na to inaczej. Zwłaszcza kiedy widzę na ścieżkach rowerowych coraz więcej osób po sześćdziesiątce, a także takich, które dawno już przekroczyły siedemdziesiątkę. Jadą spokojnie, bez zadyszki, czasem z koszykiem przy kierownicy. I, co tu dużo mówić, wyglądają na zadowolonych.

Bo rower elektryczny nie jest wcale rowerem dla leniwych. Dla wielu starszych osób jest raczej sposobem na to, żeby nadal jeździć, mimo że nogi nie pracują już tak jak trzydzieści lat temu. Kolano czasem przypomina o sobie przy podjeździe, oddech robi się krótszy, a wiatr, który kiedyś był przyjemnym dodatkiem do wycieczki, nagle potrafi człowieka zirytować. Szczególnie ten przeciwny. Zawsze wieje w twarz, prawda? Nawet jeśli jedziemy w drugą stronę.

Największą zaletą elektrycznego wspomagania jest właśnie możliwość dopasowania wysiłku do własnych możliwości. Silnik nie musi przecież wykonywać za nas całej pracy. Można pedałować normalnie, a kiedy pojawi się podjazd albo zwyczajnie zabraknie siły, włączyć mocniejsze wspomaganie. To trochę tak, jakby ktoś dyskretnie podał nam rękę. Nie ciągnie nas na siłę, tylko pomaga ruszyć dalej.

Ma to znaczenie zwłaszcza poza dużym miastem. W Warszawie można przejechać sporo kilometrów po stosunkowo płaskim terenie, ale wystarczy wybrać się gdzieś dalej, w okolice podwarszawskich miejscowości, i nagle okazuje się, że drobne wzniesienia, których samochodem nawet nie zauważamy, na zwykłym rowerze zaczynają mieć charakter. A jeśli ktoś mieszka w miejscu, gdzie do sklepu, przychodni czy przystanku jest kilka kilometrów, elektryczny rower może stać się czymś więcej niż sprzętem na niedzielną przejażdżkę.

Warto jednak pamiętać, że rower elektryczny też trzeba dobrać. I tutaj zaczynają się schody, dosłownie i w przenośni. W sklepie człowiek patrzy na liczby: pojemność akumulatora, moc silnika, zasięg, wielkość kół. Sprzedawca mówi szybko, bo przecież następny klient czeka. A my wracamy do domu z głową pełną watów i amperogodzin, choć tak naprawdę chcieliśmy tylko wiedzieć, czy na tym rowerze będzie nam wygodnie.

Dla starszej osoby ważniejsza od imponujących parametrów może być niska rama, dzięki której łatwo wsiąść i zsiąść. Przyda się także wygodne, szerokie siodełko, dobre światła i hamulce, najlepiej takie, które nie wymagają ogromnej siły dłoni. Rower powinien być stabilny. To nie jest wyścig. Nie trzeba też kupować modelu, który wygląda jak pojazd z przyszłości. Czasami prostsza konstrukcja będzie zwyczajnie praktyczniejsza.

Trzeba też zwrócić uwagę na wagę. To rzecz, o której łatwo zapomnieć podczas jazdy próbnej. Rower jedzie przecież lekko, więc wydaje się niemal piórkowy. Potem próbujemy wnieść go po schodach albo włożyć do samochodu i czar pryska. Akumulator i silnik swoje ważą. Niektóre rowery elektryczne ważą ponad 20 kilogramów, a bywa i więcej. Dla jednej osoby nie będzie to problem, dla innej może okazać się przeszkodą nie do przeskoczenia.

No i akumulator. Tutaj nie warto wierzyć bezgranicznie w piękne liczby z katalogu. Producent może podawać zasięg kilkudziesięciu czy nawet ponad stu kilometrów, ale rzeczywisty wynik zależy od masy rowerzysty, temperatury, terenu, wiatru, ciśnienia w oponach i poziomu wspomagania. Zimą akumulator pracuje inaczej niż w ciepły lipcowy dzień. Jeżeli więc planujemy jeździć głównie po okolicy, niekoniecznie potrzebujemy największej baterii dostępnej w sklepie.

Jest jeszcze jedna sprawa, o której rzadko mówi się przy zakupie. Rower elektryczny nadal wymaga odrobiny ruchu. I bardzo dobrze. Możemy pedałować tyle, ile jesteśmy w stanie, ale jednak pedałujemy. Dla kogoś, kto przez lata ograniczył jazdę na rowerze, bo zwykły jednoślad stał się zbyt męczący, może to być świetny sposób na powrót do aktywności. Najpierw pięć kilometrów. Potem dziesięć. Później człowiek orientuje się, że pojechał do znajomego na kawę kilka miejscowości dalej i właściwie nie wie, kiedy minęła godzina.

Oczywiście są też minusy. Cena jest jednym z nich. Przyzwoity rower elektryczny kosztuje wyraźnie więcej niż zwykły rower. Do tego dochodzi ładowanie, serwis silnika i elektroniki, a po kilku latach może pojawić się konieczność wymiany akumulatora. To nie są drobiazgi. Jeżeli rower będzie stał przez większość roku w piwnicy, inwestycja może mieć niewielki sens. Jeśli natomiast będziemy naprawdę z niego korzystać, rachunek zaczyna wyglądać inaczej.

Trzeba też nauczyć się samego roweru. Ruszanie ze wspomaganiem może być bardziej dynamiczne, niż się spodziewamy. Warto więc pierwsze przejażdżki zrobić na spokojnym, pustym placu albo bocznej drodze. Sprawdzić hamowanie, zmianę poziomu wspomagania, ruszanie pod górkę. I nie wstydzić się tego, że trzeba poćwiczyć. W wieku dwudziestu lat też nie wszystko wychodziło od razu, tylko człowiek już tego nie pamięta.

Czy zatem warto zainwestować? Jeśli rower ma zastąpić zwykły środek transportu, pomóc w zakupach, dojazdach, odwiedzaniu znajomych albo po prostu umożliwić dalsze wycieczki bez obawy, że gdzieś w połowie drogi zabraknie sił, odpowiedź może być naprawdę pozytywna. Jeżeli jednak kupujemy go dlatego, że „wszyscy teraz mają”, a potem ma stać przykryty kocem w garażu, lepiej dwa razy się zastanowić.

Najważniejsze jest chyba to, żeby nie patrzeć na rower elektryczny jak na oznakę wieku czy słabości. Przeciwnie. Czasem rozsądniej jest skorzystać z technologii niż udowadniać sobie, że nadal możemy zrobić dokładnie to samo co trzydzieści lat temu. Po co? Żeby wrócić do domu zmęczonym, obolałym i trochę złym na wiatr? Można inaczej.

Dobry rower elektryczny nie odbiera przyjemności z jazdy. Pozwala ją zachować trochę dłużej. A przecież właśnie o to chodzi. Nie o to, żeby pedałować najmocniej ze wszystkich na ścieżce, lecz żeby w słoneczny poranek wyjechać z domu, poczuć chłodne powietrze na twarzy, zatrzymać się gdzieś na kawę i mieć ochotę pojechać jeszcze kawałek. Nawet jeśli ten kawałek, jak to czasem bywa, zrobi się nagle całkiem długi.

Obrazek na Magnific