Są takie poranki, kiedy człowiek robi herbatę, siada przy stole i nagle orientuje się, że w mieszkaniu jest po prostu za cicho. Lodówka mruczy, kaloryfer czasem stuknie, za oknem przejedzie autobus, ale czegoś brakuje. Nie zawsze wiadomo czego. Czasem dopiero po chwili człowiek przypomina sobie, że jeszcze niedawno przy nogach kręcił się pies albo kot spał zwinięty na fotelu. I wtedy pojawia się myśl: a może przygarnąć zwierzę ze schroniska?
To piękny pomysł. Naprawdę. Tyle że przy adopcji, szczególnie w późniejszym wieku, serce powinno iść w parze z kalkulatorem. Nie dlatego, żeby odbierać sobie radość, tylko dlatego, że pies czy kot nie jest decyzją na kilka tygodni. To żywe stworzenie, które będzie potrzebowało człowieka także wtedy, gdy przyjdzie gorszy dzień, grypa, pobyt w szpitalu albo zwyczajnie brak siły na wyjście z domu o siódmej rano, kiedy za oknem listopadowa plucha.
W schronisku łatwo się wzruszyć. Człowiek przechodzi między boksami, jakieś psie oczy patrzą prosto na niego i koniec, przepadł. „Tego właśnie wezmę”. Znamy ten mechanizm. Zwierzę, które wygląda na smutne, może wydawać się tym, które najbardziej nas potrzebuje. Problem w tym, że wygląd nie mówi wszystkiego.
Warto przed adopcją zapytać pracowników schroniska o charakter konkretnego zwierzęcia. Czy pies dobrze chodzi na smyczy? Czy reaguje nerwowo na inne psy? Jak zachowuje się wobec obcych ludzi? Czy boi się hałasu, windy, samochodu? Czy potrafi zostać sam w domu? A jeśli rozważamy kota – czy jest spokojny, czy potrzebuje dużo ruchu, czy toleruje dotyk, czy korzysta bez problemów z kuwety. Takie pytania nie są przesadą. Wręcz przeciwnie. Pracownicy i wolontariusze często znają zwierzęta znacznie lepiej, niż można przypuszczać po kilku minutach spędzonych przy boksie.
Szczególnie ważna jest wielkość i siła psa. To rzecz, o której czasem zapominamy, bo duży, kudłaty pies może wyglądać jak najłagodniejszy miś na świecie. A potem na spacerze zobaczy kota, szarpnie i człowiek nagle orientuje się, że smycz prowadzi właściwie jego, a nie odwrotnie. Przy ograniczonej sprawności, problemach z równowagą czy zwyczajnie mniejszej sile fizycznej może się to skończyć upadkiem. Dlatego spokojny, mniejszy lub średniej wielkości pies nie jest wyborem „gorszym”. Jest po prostu wyborem rozsądniejszym w określonej sytuacji.
Kot bywa pod tym względem łatwiejszy. Nie trzeba z nim wychodzić o szóstej rano, nie przeszkadza mu deszcz i nie zrobi miny pełnej wyrzutu, kiedy człowiek odwoła spacer, bo boli go kolano. Ale kot też ma swoje wymagania. Kuweta, żwirek, drapak, weterynarz, karmienie, czasem lekarstwa. No i sierść. Na czarnym swetrze szczególnie dobrze widać, że kot jest właścicielem mieszkania, a człowiek tylko płaci rachunki.
Przed adopcją dobrze też uczciwie policzyć koszty. Karma, szczepienia, odrobaczanie, zabezpieczenie przeciw pasożytom, wizyty u weterynarza, czasem badania albo leczenie. Zwierzę ze schroniska może być zdrowe i pełne energii, ale może też mieć za sobą trudną historię. Nie należy zakładać, że skoro opłata adopcyjna nie jest wysoka, to cała późniejsza opieka będzie tania.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadziej się mówi. Co stanie się ze zwierzęciem, jeśli właściciel zachoruje albo trafi do szpitala? To pytanie nie jest ponure. Jest odpowiedzialne. Warto wcześniej porozmawiać z dziećmi, wnukami, rodzeństwem albo bliskim sąsiadem i ustalić, kto mógłby na kilka dni zająć się psem czy kotem. Dobrze mieć również zapisany numer do osoby, która w razie nagłego zdarzenia będzie mogła wejść do mieszkania. Zwierzę nie rozumie, że jego człowiek leży właśnie na oddziale szpitalnym. Ono po prostu czeka.
Warto także zastanowić się nad codziennym rytmem. Pies oznacza spacery, niezależnie od pogody. Ten jeden wspaniały spacer w słoneczną niedzielę nie załatwia sprawy. Są poniedziałkowe poranki, śnieg, ulewa, upał i sytuacje, kiedy człowiek najchętniej nie wyszedłby nawet po bułki. Pies jednak patrzy. I trzeba wyjść. Z drugiej strony właśnie ta konieczność może być ogromnym plusem. Regularny spacer zmusza do ruszenia się z domu, daje kontakt z ludźmi, czasem sąsiadami, czasem innymi właścicielami psów. Nagle człowiek zaczyna znać pół osiedla. „Dzień dobry, a gdzie dziś Figa?”. I już jest rozmowa.
Nie należy też zakładać, że zwierzę ze schroniska od pierwszego dnia będzie wdzięcznym, spokojnym towarzyszem. Niektóre psy i koty potrzebują czasu. Mogą chować się pod stołem, bać się odkurzacza, nie rozumieć zasad obowiązujących w mieszkaniu albo reagować nerwowo na pewne sytuacje. Pierwsze dni bywają dziwne. Czasem pierwsze tygodnie też. Wtedy cierpliwość jest ważniejsza niż dobre chęci.
Dlatego przed adopcją dobrze jest odwiedzić schronisko więcej niż raz. Posiedzieć przy zwierzęciu, pójść z psem na spacer, jeśli schronisko na to pozwala, porozmawiać z wolontariuszem. Nie trzeba podejmować decyzji przy pierwszej wizycie. Zwierzę nie zniknie z pamięci tylko dlatego, że wrócimy do domu i prześpimy się z decyzją. A jeśli po kilku dniach nadal będziemy myśleć właśnie o nim – wtedy może coś jest na rzeczy.
W przypadku osoby mieszkającej samotnie warto również pomyśleć o wieku zwierzęcia. Młody pies może być cudowny, ale jest pełen energii. Szczeniak to właściwie mały huragan z zębami. Starszy pies albo dorosły kot często lepiej pasuje do spokojniejszego trybu życia. I tutaj kryje się pewna niesprawiedliwość: starsze zwierzęta w schroniskach często czekają dłużej. Ludzie chcą „jeszcze trochę życia” i wybierają młodsze. Tymczasem starszy pies potrafi wejść do domu, położyć się obok fotela i po prostu być. Bez wielkich przedstawień. Czasem właśnie o to chodzi.
Adopcja zwierzęcia po sześćdziesiątce czy siedemdziesiątce nie jest więc ani pomysłem szalonym, ani czymś, z czego trzeba zrezygnować tylko dlatego, że metryka zaczyna się od określonej liczby. Trzeba natomiast dobrać zwierzę do własnych możliwości, a nie własne życie do wyobrażenia o idealnym zwierzęciu. To zasadnicza różnica.
Podsumujmy – zanim zabierzemy psa lub kota ze schroniska do domu, warto sprawdzić jego charakter, stan zdrowia, potrzeby i zachowanie, policzyć koszty, ocenić własną sprawność i przede wszystkim przygotować plan na sytuacje awaryjne. Nie należy wybierać wyłącznie oczami ani pod wpływem wzruszenia. Serce jest przy adopcji bardzo potrzebne, ale rozsądek również powinien dostać smycz. I może właśnie wtedy z takiego spotkania rodzi się coś najlepszego – nie „ratowanie zwierzęcia”, nie wielka misja, tylko zwykłe codzienne życie we dwoje. Człowiek robi herbatę, pies śpi pod stołem, kot zajmuje fotel. W domu znowu nie jest tak cicho.









