Jest coś niezwykle kuszącego w myśli, że pewnego ranka można po prostu wstać, zaparzyć kawę, spakować kilka rzeczy i ruszyć przed siebie. Bez nerwowego sprawdzania, czy zdążymy na pociąg, bez rezerwowania hotelu z półrocznym wyprzedzeniem, bez walizki, którą trzeba ciągnąć po nierównym chodniku. Dom jedzie razem z nami. W środku jest łóżko, lodówka, kubek, który lubimy, może nawet ulubiony koc. A za oknem zmieniają się krajobrazy. Podróżowanie kamperem na emeryturze ma w sobie coś z odzyskiwania wolności. Tylko że, jak to zwykle bywa, zanim przyjdzie przyjemność, trzeba trochę pomyśleć.
Nie trzeba od razu kupować wielkiego samochodu za kilkaset tysięcy złotych. To chyba pierwsza rzecz, którą warto sobie uświadomić. Kampery można wynająć, i to jest całkiem rozsądny sposób na rozpoczęcie przygody. Szczególnie jeśli wcześniej nie spędzaliśmy nocy w pojeździe, który ma własną kuchnię, łazienkę i łóżko. W folderach reklamowych wszystko wygląda przestronnie. Dwie osoby siedzą przy stoliku, za oknem góry, na blacie filiżanki z kawą. W rzeczywistości trzeba jeszcze znaleźć miejsce na buty, kurtki, zakupy i wszystkie te drobiazgi, bez których przecież nie potrafimy się obejść. Po trzech dniach może się okazać, że najważniejszym wyposażeniem kampera jest dodatkowy haczyk na ręcznik.
Dlatego przed pierwszą wyprawą dobrze jest wynająć pojazd na kilka dni. Nie na miesiąc, nie od razu na drugi koniec Europy. Wystarczy krótka trasa po Polsce, najlepiej z kilkoma noclegami w różnych miejscach. Można pojechać na Mazury, w okolice Kazimierza Dolnego albo na Dolny Śląsk. Sprawdzimy wtedy, czy odpowiada nam takie życie, czy potrafimy manewrować większym samochodem i czy nie przeszkadza nam ograniczona przestrzeń. Niektórym spodoba się od pierwszej chwili. Inni po dwóch nocach zatęsknią za łazienką, w której można swobodnie obrócić się bez uderzania łokciem o ścianę. I to też jest cenna informacja.
Wybór kampera powinien zależeć przede wszystkim od naszych potrzeb, a nie od tego, jak imponująco wygląda na zdjęciu. Dla dwóch osób wystarczy często niewielki model z wygodnym łóżkiem, ogrzewaniem, kuchenką i toaletą. Warto jednak zwrócić uwagę na wysokość wejścia, szerokość przejść, sposób rozkładania łóżka oraz ilość miejsca do przechowywania. Jeśli mamy problemy z kolanami albo zwyczajnie nie lubimy wspinania się po drabince, łóżko umieszczone wysoko może szybko stać się uciążliwe. Podobnie niewielka kabina prysznicowa. Niby szczegół, ale po tygodniu takie szczegóły urastają do całkiem poważnych rozmiarów.
Przed wynajęciem trzeba też sprawdzić, jakie prawo jazdy jest wymagane. Większość popularnych kamperów mieści się w kategorii B, czyli tej samej, którą posługujemy się podczas jazdy zwykłym samochodem osobowym. Nie wolno jednak zakładać tego automatycznie. Liczy się dopuszczalna masa całkowita pojazdu, a nie jego wygląd. Trzeba również pamiętać, że kamper prowadzi się inaczej niż osobówkę. Jest wyższy, dłuższy, cięższy, a boczny wiatr potrafi dać się we znaki. Na parkingu pod supermarketem nagle okazuje się, że miejsce, które wcześniej wydawało się ogromne, wcale takie nie jest. Warto poćwiczyć cofanie i parkowanie jeszcze przed wyjazdem. Najlepiej na pustym placu, bez publiczności i bez małżonka udzielającego wskazówek z coraz większym zaangażowaniem.
Kolejna sprawa to trasa. W podróży kamperem nie chodzi przecież o to, żeby codziennie pokonywać kilkaset kilometrów. Można, oczywiście, ale wtedy zamiast odpoczywać, będziemy głównie siedzieć za kierownicą. Na emeryturze nie trzeba już nikomu udowadniać, że potrafimy zobaczyć pięć krajów w siedem dni. Lepiej zaplanować krótsze odcinki, z przerwami na obiad, spacer i zwykłe posiedzenie na ławce. Warto zostawić sobie jeden dzień bez żadnego planu. Może trafimy na niewielkie miasteczko, lokalny targ albo jezioro, przy którym spędzimy całe popołudnie. Takie nieprzewidziane przystanki często pamięta się dłużej niż największe atrakcje turystyczne.
Nie oznacza to jednak, że można ruszyć zupełnie bez przygotowania. Przed wyjazdem dobrze sprawdzić, gdzie znajdują się kempingi i miejsca postojowe dla kamperów. Nie każdy parking pozwala na nocowanie, a rozstawienie stolika czy markizy może być traktowane jako biwakowanie. W Polsce coraz łatwiej znaleźć odpowiednie miejsca, ale poza sezonem niektóre obiekty bywają zamknięte. Warto też pamiętać, że kamper wymaga dostępu do określonej infrastruktury. Trzeba uzupełniać czystą wodę, opróżniać zbiornik na ścieki i dbać o energię elektryczną. Nie jest to szczególnie skomplikowane, choć za pierwszym razem może wyglądać jak obsługa niewielkiej stacji technicznej. Instruktaż od wypożyczalni należy więc potraktować poważnie. Dobrze poprosić pracownika, żeby pokazał wszystkie czynności, a nie tylko wręczył kluczyki i dokumenty.
Bardzo ważne jest również rozsądne pakowanie. Kamper nie jest mieszkaniem, w którym można schować wszystko do szafy, na pawlaczu i w piwnicy. Każdy przedmiot musi mieć swoje miejsce. Najlepiej zabrać ubrania na cebulkę, wygodne buty, kurtkę przeciwdeszczową, podstawowe leki, kosmetyki i niewielki zestaw narzędzi. Przydadzą się latarka, przedłużacz, powerbank, dokumenty, okulary przeciwsłoneczne oraz zapasowe okulary do czytania, jeśli korzystamy z nich na co dzień. Warto mieć też niewielką apteczkę i sprawdzić, czy polisa ubezpieczeniowa obejmuje podróżowanie wynajętym kamperem. Szczególnie za granicą dobrze wiedzieć, do kogo zadzwonić w razie awarii.
Nie zapominajmy o kosztach. Sam wynajem pojazdu to dopiero początek. Dochodzą paliwo, opłaty drogowe, parkingi, kempingi, czasem dodatkowe wyposażenie i kaucja. Kampery potrafią sporo palić, zwłaszcza gdy jedziemy szybciej albo z pełnym obciążeniem. Nie ma sensu zakładać, że taka podróż zawsze będzie tańsza od pobytu w hotelu. Jej największą zaletą jest raczej swoboda. Możemy zmienić plany, zostać dłużej nad morzem, ominąć zatłoczone kurorty albo przenieść się w spokojniejsze miejsce, kiedy pogoda przestaje dopisywać. Warto wcześniej ustalić orientacyjny budżet i zostawić rezerwę na nieprzewidziane wydatki. Zawsze coś się znajdzie. Choćby dodatkowa noc na kempingu, bo akurat trafiliśmy na miejscowość, z której nie chce się wyjeżdżać.
Osoby podróżujące po raz pierwszy powinny też pomyśleć o zdrowiu i codziennym komforcie. Długie siedzenie za kierownicą nie służy kręgosłupowi ani krążeniu, dlatego przerwy są konieczne. Dobrze zatrzymywać się co kilkadziesiąt minut, przejść kawałek, rozprostować nogi. Jeśli przyjmujemy leki na stałe, zabierzmy odpowiedni zapas, najlepiej w oryginalnych opakowaniach. Warto mieć przy sobie listę przyjmowanych preparatów i podstawowe informacje medyczne. Przy planowaniu trasy trzeba również uwzględnić dostęp do aptek i placówek medycznych. Nie chodzi o to, by podróżować z niepokojem w głowie. Po prostu rozsądek nie przeszkadza w przygodzie.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko wspominają katalogi wypożyczalni. Wspólne życie na niewielkiej przestrzeni bywa próbą charakterów. Nawet jeśli jesteśmy małżeństwem od czterdziestu lat, nagle okazuje się, że jedno chce otworzyć okno, drugie zamknąć, jedno woli ruszać o ósmej, a drugie dopiero po drugiej kawie. Warto wcześniej porozmawiać o tym, jak wyobrażamy sobie podróż. Nie planować każdej godziny, ale ustalić pewne zasady. Dobrze też zostawić sobie odrobinę prywatności. Czasem wystarczy samotny spacer po plaży albo pół godziny z książką, kiedy druga osoba przygotowuje obiad.
Podróż kamperem na emeryturze nie musi być wielką wyprawą przez pół Europy. Może być kilkudniowym wyjazdem w Bieszczady, objazdem po małych miasteczkach albo spokojnym odkrywaniem polskiego wybrzeża poza sezonem. Nie trzeba mieć doskonałej kondycji, najnowszego sprzętu ani szczególnego doświadczenia. Trzeba natomiast dobrze poznać pojazd, zaplanować podstawowe sprawy i nie przesadzać z ambicjami. Pierwsza podróż powinna być raczej próbą niż egzaminem z podróżniczej odwagi.
A potem? Potem być może przyjdzie ochota na więcej. Na nocleg z widokiem na góry, śniadanie jedzone przy otwartych drzwiach kampera, wieczór przy szumie deszczu uderzającego o dach. Nie wszystko musi przebiegać zgodnie z planem. Czasem zabraknie wody, czasem pomylimy drogę, a czasem pogoda zepsuje najpiękniejszy widok. Ale przecież nie po to ruszamy, żeby zaliczać kolejne punkty na mapie. Warto podróżować we własnym tempie, bez pośpiechu i bez poczucia, że coś trzeba jeszcze zdążyć. Emerytura daje nam w tej kwestii całkiem przyjemny przywilej: możemy wreszcie jechać tam, gdzie naprawdę mamy ochotę.









