Szukaj

Przeprowadzka na wieś po 60-tce – plusy i minusy

Przeprowadzka na wieś po 60-tce – plusy i minusy2

Są takie pomysły, które człowiek nosi w głowie przez kilka lat, zanim odważy się powiedzieć je głośno. „A może by tak sprzedać mieszkanie i przenieść się na wieś?”. Niby żart, niby luźna rozmowa przy herbacie, a jednak myśl wraca. Szczególnie wtedy, kiedy za oknem kolejny raz ktoś odpala samochód o szóstej rano, sąsiad wierci w ścianie, a człowiek zaczyna marzyć o ciszy. O prawdziwej ciszy, nie tej z reklamy domków letniskowych.

Wieś po sześćdziesiątce może być świetnym pomysłem. Może też okazać się pomysłem, który po kilku miesiącach zaczyna uwierać jak źle dobrany but. I jedno, i drugie trzeba sobie uczciwie powiedzieć, zanim podpisze się umowę kupna domu.

Największą zaletą jest chyba przestrzeń. Nagle nie trzeba wychodzić na balkon, żeby zobaczyć kawałek nieba. Można otworzyć drzwi i wyjść przed dom w kapciach, jeśli ktoś ma taką fantazję. Zamiast klaksonów słychać ptaki, czasem psa sąsiada, czasem traktor. Ten ostatni potrafi zresztą skutecznie przypomnieć, że wieś to nie sanatorium.

Rano pachnie inaczej. Mokra ziemia, trawa, dym z komina jesienią, czasem obornik – nie ma co owijać w bawełnę. Dla jednych cudowny zapach dzieciństwa, dla innych powód do natychmiastowego zamknięcia okna. Latem dochodzą komary i muchy, których w miejskim mieszkaniu człowiek nie pamiętał aż tak dobrze. A potem przychodzi wieczór i nagle okazuje się, że można siedzieć na tarasie przez godzinę, patrzeć na ciemniejące podwórko i właściwie niczego nie trzeba robić. To „nic” bywa po sześćdziesiątce bardzo przyjemne.

Jest też ogród. W wyobrażeniu przyszłego mieszkańca wsi ogród oznacza kilka krzaków pomidorów, zioła, może jabłonkę i ławkę pod drzewem. W rzeczywistości oznacza również koszenie trawy, przycinanie gałęzi, grabienie liści, odśnieżanie, podlewanie i sprawdzanie, dlaczego znowu coś nie rośnie. Trawa ma zresztą zadziwiającą zdolność odrastania dokładnie wtedy, kiedy człowiek uważa, że już naprawdę nie ma siły jej kosić.

Po sześćdziesiątce ogród może dawać ogromną satysfakcję, ale warto mierzyć siły na zamiary. Duża działka brzmi pięknie dopóty, dopóki człowiek nie zacznie jej samodzielnie utrzymywać. Dzisiaj zdrowie pozwala na wiele, za pięć czy dziesięć lat sytuacja może wyglądać inaczej. Dlatego mały ogród, warzywnik przy domu czy kilka drzew może być rozsądniejszym rozwiązaniem niż hektar ziemi kupiony pod wpływem zachwytu.

Druga sprawa to pieniądze. Dom na wsi może kosztować mniej niż mieszkanie w dużym mieście, ale cena z ogłoszenia nie jest jeszcze całym rachunkiem. Dochodzi ogrzewanie, remonty, dach, elewacja, szambo albo oczyszczalnia, studnia lub przyłącze wody, ogrodzenie. Czasem trzeba zrobić drogę dojazdową albo partycypować w jej naprawie. Stary dom potrafi wyglądać romantycznie tylko do pierwszej zimy. Potem romantyzm kończy się przy piecu.

I właśnie ogrzewanie jest tematem, którego nie warto lekceważyć. Drewno, pellet, gaz, pompa ciepła, prąd – każde rozwiązanie ma swoje koszty i wymagania. W mieście można czasem zakręcić kaloryfer i wyjść z domu. Na wsi trzeba pamiętać, że dom trzeba ogrzać. Jeśli wyjeżdżamy na kilka dni zimą, ktoś powinien mieć oko na instalację. Niby drobiazg, ale życie składa się właśnie z takich drobiazgów.

Nie można też zapomnieć o lekarzach. To jeden z najważniejszych minusów przeprowadzki, szczególnie gdy człowiek mieszka już kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów od większego miasta. Ośrodek zdrowia może być blisko, ale specjalista już niekoniecznie. Dentysta, okulista, rehabilitacja, badania – nagle zwykła wizyta wymaga planowania. Autobus jeździ dwa razy dziennie, a czasem tylko w dni nauki szkolnej. No i co wtedy?

Samochód staje się właściwie częścią gospodarstwa domowego. Bez niego życie może być trudniejsze. Zakupy, apteka, lekarz, urząd, bank, czasem nawet odebranie paczki. Owszem, coraz więcej rzeczy można zrobić przez internet, ale internet nie dowiezie człowieka na badanie o siódmej trzydzieści rano.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko mówi się przy oglądaniu domów: ludzie. Na wsi sąsiedzi często znają się lepiej niż w bloku. Można dostać cukinię, jajka albo słoik ogórków „bo zostało”. Ktoś zapyta, czy wszystko w porządku. Ktoś inny będzie wiedział, że przyjechał syn, zanim zdążymy rozpakować zakupy. Dla jednych to poczucie wspólnoty. Dla innych – lekki dyskomfort, bo człowiek po sześćdziesiątce też ma prawo do własnych spraw.

Wieś nie zawsze jest zresztą cicha. W sobotę rano może pojawić się piła spalinowa, w niedzielę pies sąsiada, a w sierpniu kombajn. Zimą trzeba odśnieżyć podjazd, jesienią liście wlatują wszędzie, wiosną pojawia się błoto. To nie jest pocztówka. To jest życie, tylko trochę inaczej urządzone.

Z drugiej strony właśnie ta zwyczajność może być największym plusem. Człowiek ma więcej ruchu, choć nie zapisuje się przecież na siłownię. Idzie do sklepu, jeśli jest niedaleko. Przynosi drewno. Przekopie kawałek ziemi. Wyjdzie rano zobaczyć, czy nocny przymrozek nie załatwił pomidorów. Spotka kogoś przy płocie i zamieni kilka słów. Czas płynie trochę inaczej.

Ważne jest jednak, żeby nie przeprowadzać się na wieś wyłącznie przed czymś. Jeśli ktoś ucieka od samotności, sama przeprowadzka jej nie rozwiąże. Jeśli małżeństwo od lat się nie dogaduje, wspólny dom z dużym ogrodem raczej nie stanie się nagle lekarstwem. A jeśli człowiek liczy na całkowity spokój, może się zdziwić, kiedy o piątej rano kogut uzna, że dzień już się rozpoczął.

Najrozsądniej przed przeprowadzką zrobić próbę. Wynająć dom na wsi nie na weekend, ale na kilka tygodni. Najlepiej jesienią albo zimą. Wtedy można sprawdzić ogrzewanie, dojazdy, zakupy, internet, sąsiadów i własną cierpliwość. Bo wieś w lipcu, przy słońcu i zapachu kwitnących lip, wygląda inaczej niż wieś w listopadzie, kiedy pada trzeci dzień z rzędu, a samochód po raz kolejny trzeba wyciągać z błota.

Podsumowując: przeprowadzka na wieś po sześćdziesiątce może dać więcej przestrzeni, kontakt z naturą, własny ogród i zwyczajnie spokojniejsze życie. Ale w pakiecie dostajemy również obowiązki, konieczność dojazdów, większą odpowiedzialność za dom i czasem mniejszy dostęp do usług. Nie ma tu jednej odpowiedzi dobrej dla każdego.

Może więc zamiast pytać: „Czy warto przeprowadzić się na wieś?”, lepiej zapytać siebie: „Czy ja naprawdę chcę tak żyć?”. Z kubkiem kawy na tarasie, ale też z łopatą do śniegu przy drzwiach. Z ciszą, ale i traktorem o szóstej rano. Z jabłkami z własnego drzewa, ale też z koniecznością ich zebrania. Jeśli na tę drugą część również można odpowiedzieć „tak” – wtedy jest o czym myśleć.

Obrazek na Magnific