Jest taki temat, przy którym rozmowa zwykle zaczyna się od chrząknięcia. Albo od żartu. Ktoś rzuci: „Eee, w naszym wieku to już nie to”, wszyscy się uśmiechną, a potem zapada cisza. Dziwna, trochę zakłopotana. A przecież życie nie kończy się z chwilą odebrania pierwszej emerytury. Serce dalej bije, człowiek nadal potrzebuje bliskości, dotyku, czułości. I nie chodzi tylko o seks. Chociaż… właśnie o nim też warto mówić. Normalnie. Bez rumieńców i bez udawania, że temat nie istnieje.
Pamiętam rozmowę z pewnym starszym panem w kolejce do apteki. Czekaliśmy długo, jak to bywa, numerki przesuwały się powoli, gdzieś z tyłu pikał aparat do mierzenia ciśnienia. Powiedział nagle, że najbardziej nie boi się starości, tylko tego, że ludzie przestaną patrzeć na niego jak na mężczyznę. Zaskoczył mnie. Bo powiedział to spokojnie, bez żadnego popisywania się. I chyba właśnie wtedy pomyślałem, że o seksualności po sześćdziesiątce mówi się zdecydowanie za mało.
Organizm się zmienia. Tego nie da się przeskoczyć. Kobiety przechodzą menopauzę, pojawia się suchość pochwy, czasem dyskomfort podczas zbliżeń. U mężczyzn częściej występują problemy z erekcją, libido też bywa kapryśne. Raz jest, raz jakby go nie było. No cóż, metryki nie oszukamy. Ale to wcale nie oznacza, że bliskość znika. Często po prostu zmienia swoje tempo.
Zresztą, gdy rozmawia się z parami, które są razem czterdzieści czy pięćdziesiąt lat, rzadko słyszy się opowieści o wielkich namiętnościach rodem z filmu. Częściej padają słowa o przytuleniu przed snem, o trzymaniu się za ręce podczas spaceru, o pocałunku, który trwa sekundę dłużej niż kiedyś. To niby drobiazgi. Ale z takich drobiazgów buduje się coś bardzo trwałego.
Nie bez znaczenia jest zdrowie. Cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca czy schorzenia stawów potrafią skutecznie odebrać ochotę na współżycie. Czasem robią to same choroby, a czasem… leki. I tu pojawia się problem, o którym lekarze mówią coraz częściej. Pacjenci wstydzą się zapytać. Lekarz nie zawsze zapyta pierwszy. Efekt? Ktoś wychodzi z gabinetu z receptą, ale bez odpowiedzi na pytanie, które od miesięcy siedzi mu w głowie.
A przecież wiele trudności można ograniczyć. Czasami wystarczy zmiana dawkowania leku, czasami inny preparat. Niekiedy pomoc przynosi rehabilitacja, większa aktywność fizyczna albo zwykłe schudnięcie kilku kilogramów. Brzmi banalnie? Trochę tak. Ale organizm naprawdę lubi ruch. Nawet codzienny spacer, taki do sklepu po chleb i pomidory, działa lepiej, niż mogłoby się wydawać.
Nie sposób pominąć psychiki. Samotność, stres, poczucie, że już „nie wypada”, potrafią zrobić więcej szkody niż niejeden wynik badań. W naszym społeczeństwie przez lata utrwalało się przekonanie, że starsi ludzie nie mają potrzeb seksualnych. Jakby po sześćdziesiątce ktoś wyłączał odpowiedni przełącznik. Tymczasem życie wygląda zupełnie inaczej. Każdy to zna, prawda? Człowiek może mieć siwe włosy, okulary grubsze niż denka od słoików, a mimo to nadal chce być dla kogoś ważny i atrakcyjny.
Ciekawa rzecz — wiele osób po przejściu na emeryturę odkrywa, że wreszcie ma dla siebie czas. Nie trzeba zrywać się o szóstej rano, nie ma pośpiechu, dzieci są dorosłe, wnuki odwiedzają raz częściej, raz rzadziej. Można spokojnie wypić kawę, usiąść na balkonie, posłuchać ptaków albo deszczu stukającego o parapet. I właśnie wtedy niektórzy zaczynają odbudowywać relację, która przez lata była gdzieś pomiędzy rachunkami, pracą i codziennym zmęczeniem. Trochę paradoks, ale chyba piękny.
Oczywiście bywają sytuacje, kiedy potrzebna jest pomoc specjalisty. Seksuolog nie jest lekarzem od „dziwnych problemów”, tylko od bardzo ludzkich spraw. Podobnie urolog czy ginekolog. Nie ma sensu cierpieć w milczeniu tylko dlatego, że temat wydaje się krępujący. W gabinecie naprawdę padały już chyba wszystkie możliwe pytania. To, które siedzi w naszej głowie, zapewne również.
Mam czasem wrażenie, że największym przeciwnikiem udanego życia intymnego po sześćdziesiątce nie są wcale zmarszczki ani choroby. Jest nim przekonanie, że już nie wolno. Że to nie dla nas. Że inni będą oceniać. A przecież szczęście nie ma daty ważności. Ani czułość. I dobrze, bo świat byłby wtedy znacznie smutniejszy.
Na koniec zostawię jedną myśl. Zdrowie seksualne nie jest dodatkiem do życia. Jest jego częścią, tak samo naturalną jak sen, apetyt czy potrzeba rozmowy z drugim człowiekiem. Jeśli coś niepokoi, warto o tym mówić. Jeśli wszystko jest dobrze, tym bardziej nie trzeba się z tego tłumaczyć. Po sześćdziesiątce można żyć spokojniej, wolniej, czasem ostrożniej. Ale bliskość? Ona nie zna wieku. I chyba właśnie za to najbardziej ją lubię.









