Szukaj

Organizacja przestrzeni kuchennej dla wygody seniora

Organizacja przestrzeni kuchennej dla wygody seniora2

Kuchnia potrafi powiedzieć o człowieku więcej, niż niejedna rozmowa przy kawie. Wystarczy wejść do środka i rozejrzeć się przez minutę. Tu kubek zawsze stoi przy czajniku, tam stary zegar tyka trochę za głośno, a w szufladzie od lat leżą te same łyżeczki, choć połowa rodziny namawia, żeby już dawno je wymienić. I wiecie co? Czasem nie ma po co.

Z wiekiem zmienia się wiele rzeczy. Tempo chodzenia, siła w dłoniach, cierpliwość do schylania się po garnek stojący gdzieś z tyłu dolnej szafki. Nie zmienia się natomiast jedno — potrzeba wygody. Nie tej luksusowej, reklamowej, tylko zwykłej. Takiej, która sprawia, że zrobienie herbaty nie przypomina małej wyprawy logistycznej.

Kilka dni temu odwiedziłem starszego sąsiada. Człowiek po siedemdziesiątce, energii nadal sporo, ale podczas rozmowy zauważyłem coś ciekawego. Za każdym razem, gdy potrzebował cukru, musiał przejść przez pół kuchni. Niby trzy kroki. Trzy kroki to przecież nic. Tyle że robił je kilkanaście razy dziennie. W pewnym wieku człowiek zaczyna dostrzegać takie drobiazgi. A właściwie nie zaczyna dostrzegać — zaczyna je odczuwać.

Dobrze zorganizowana kuchnia nie musi być nowoczesna. To ważne. Nie każdy ma ochotę ani możliwości wymieniać meble czy sprzęt. Czasem wystarczy spojrzeć na własne szafki świeżym okiem. Najczęściej używane rzeczy powinny znaleźć się na wysokości rąk. Kubki, talerze, przyprawy, herbata, kawa. Brzmi banalnie, ale zadziwiająco często trafiają one na najwyższe półki. Potem pojawia się stołek, lekkie wspinanie i niepotrzebne ryzyko.

Pamiętam kuchnię mojej ciotki. Wszystko miała „na później”. Ładny serwis schowany wysoko, lepsze sztućce głęboko w kredensie, a codziennie korzystała z tego, co akurat było pod ręką. Kiedyś zapytałem, po co trzyma najlepsze rzeczy tak daleko. Wzruszyła ramionami. Sama nie wiedziała. Chyba wielu z nas tak ma.

Dla seniora szczególnie ważne stają się dobre oświetlenie i porządek na blatach. Nie chodzi o sterylną czystość z katalogów wnętrzarskich. Te katalogi, swoją drogą, wyglądają czasem tak, jakby nikt nigdy nie kroił tam chleba. Chodzi raczej o to, żeby nie trzeba było przesuwać pięciu przedmiotów, zanim znajdzie się ten właściwy.

Światło nad blatem roboczym naprawdę robi różnicę. Zwłaszcza zimą, gdy już o szesnastej za oknem robi się szaro. Kto gotuje przy słabym świetle, ten wie. Nóż wydaje się mniej ostry, warzywa mają dziwny kolor, a człowiek mruży oczy i nawet tego nie zauważa.

Coraz częściej słyszy się też o szufladach zamiast tradycyjnych szafek dolnych. I jest w tym sens. Wyciągnięcie całej zawartości do siebie wymaga znacznie mniej wysiłku niż klękanie i szukanie garnka gdzieś w głębi. Kolana potrafią przypomnieć o swoim istnieniu bardzo stanowczo. Czasem wystarczy jeden chłodniejszy poranek.

Warto też zwrócić uwagę na podłogę. Temat mało efektowny, przyznaję. Nikt raczej nie opowiada przy rodzinnym obiedzie o właściwościach antypoślizgowych paneli. A jednak właśnie podłoga bywa cichym bohaterem albo przeciwnie — źródłem problemów. Luźne dywaniki, zwijające się brzegi chodników czy śliska powierzchnia po umyciu mogą stworzyć więcej zagrożeń niż źle ustawiona szafka.

Kuchnia seniora powinna także uwzględniać odpoczynek. Tak, odpoczynek. Kiedyś wiele osób gotowało godzinami bez większego zmęczenia. Dziś czasem dobrze mieć stabilne krzesło lub niewielki taboret, na którym można usiąść podczas obierania warzyw czy przygotowywania posiłku. Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. To raczej przejaw rozsądku niż słabości.

A potem zostają jeszcze te drobne sprawy. Uchwyt łatwiejszy do złapania. Pojemnik, który otwiera się bez siłowania. Czajnik lżejszy o kilkaset gramów. Niby nic. Naprawdę nic. Tyle że właśnie z takich „niców” składa się codzienność.

Mam czasem wrażenie, że najwygodniejsze kuchnie nie są wcale najdroższe. Są po prostu przemyślane. Widać w nich doświadczenie właściciela. Nie projektanta, nie sprzedawcy mebli, ale człowieka, który codziennie rano robi sobie owsiankę, parzy herbatę i wie, gdzie powinien leżeć nóż do chleba.

Na końcu wszystko sprowadza się do prostego pytania: czy ta kuchnia pomaga żyć, czy trochę przeszkadza? Jeśli przeszkadza, warto coś zmienić. Niekoniecznie od razu wszystko. Czasem wystarczy przełożyć kilka rzeczy, poprawić oświetlenie albo pozbyć się jednego niepotrzebnego dywanika. Mały krok. Potem drugi. I nagle okazuje się, że codzienne czynności wykonuje się spokojniej, bez pośpiechu i bez irytacji.

A kuchnia przecież właśnie temu powinna służyć. Nie do imponowania gościom. Do życia. Zwyczajnego, codziennego życia, które po tylu latach doświadczeń człowiek zaczyna cenić bardziej niż wszystkie modne rozwiązania razem wzięte.

Obrazek na Freepik