Szukaj

Jak zadbać o wzrok po 60. roku życia?

Jak zadbać o wzrok po 60. roku życia2

Jest takie powiedzenie, że człowiek docenia coś dopiero wtedy, gdy zaczyna to tracić. Trochę banalne, wiem. A jednak za każdym razem, kiedy widzę kogoś w sklepie, kto odsuwa etykietę od oczu na długość wyciągniętej ręki, przypomina mi się właśnie to zdanie. Sam zresztą łapię się czasem na podobnym odruchu. Jeszcze niedawno numer autobusu było widać z drugiego końca ulicy, dziś człowiek mruży oczy i zastanawia się, czy to „osiemnastka”, czy może jednak „osiemdziesiątka”.

Wzrok starzeje się razem z nami. To nie jest żadna kara ani wyjątkowy pech. Tak po prostu działa organizm. Po sześćdziesiątce soczewka oka staje się mniej elastyczna, oczy szybciej się męczą, a niektóre choroby zaczynają podchodzić pod drzwi coraz śmielej. Nie brzmi to szczególnie optymistycznie, ale jest też dobra wiadomość. Na wiele rzeczy mamy wpływ. Nie na wszystko, oczywiście. Gdyby tak było, kolejki do okulistów byłyby znacznie krótsze.

Najważniejsza sprawa? Regularne badania. Wiem, wiem. Łatwo powiedzieć. Sam znam osoby, które do lekarza idą dopiero wtedy, gdy naprawdę coś się dzieje. Boli, piecze, zamazuje obraz. Tymczasem wiele chorób oczu rozwija się po cichu. Jaskra potrafi przez lata nie dawać wyraźnych objawów. Podobnie bywa z niektórymi zmianami w siatkówce. Człowiek funkcjonuje normalnie, czyta gazetę przy porannej kawie, ogląda serial wieczorem i wydaje mu się, że wszystko jest w porządku.

A potem okazuje się, że część zmian można było wykryć dużo wcześniej.

Pamiętam rozmowę z pewnym emerytowanym kierowcą autobusu. Powiedział mi kiedyś: „Jak samochód zaczyna stukać, to od razu jadę do mechanika. A własne oczy zostawiłem bez przeglądu przez osiem lat”. Trudno było się z nim nie zgodzić.

Warto też zwrócić uwagę na oświetlenie w domu. To rzecz niby drobna, ale zaskakująco ważna. W wielu mieszkaniach starszych osób nadal wiszą żarówki dające półmrok, który może i tworzy nastrój, ale do czytania rachunków już niekoniecznie. Z wiekiem potrzeba więcej światła. Nie dwa razy więcej, nie będę rzucał liczbami, ale różnica jest odczuwalna.

Czasem wystarczy dodatkowa lampka przy fotelu. Taka zwyczajna. Bez nowoczesnych bajerów i sterowania telefonem. Ktoś powie, że to szczegół. Być może. Tylko że życie często składa się właśnie ze szczegółów.

Nie można też zapominać o diecie. Brzmi to trochę jak rada z kolorowego magazynu, ale coś w tym jest. Oczy lubią warzywa, szczególnie te zielone. Lubią ryby. Lubią produkty zawierające witaminy i przeciwutleniacze. Oczywiście nie oznacza to, że po tygodniu jedzenia szpinaku nagle zaczniemy widzieć jak sokół. Szkoda. Byłoby prościej.

Chodzi raczej o lata, o codzienne wybory. O tę marchewkę dorzuconą do obiadu, o sałatkę zamiast kolejnej porcji czegoś ciężkiego. Takie rzeczy działają powoli. Trochę jak oszczędzanie pieniędzy. Niby niewiele, a po czasie robi się różnica.

Coraz większym problemem jest także długie patrzenie w ekrany. Kiedyś po pracy zamykało się biuro i człowiek odpoczywał od papierów. Dziś wielu seniorów korzysta z internetu, rozmawia z rodziną przez komunikatory, przegląda wiadomości. I bardzo dobrze. Tylko oczy nie zawsze nadążają za tym entuzjazmem.

Zdarza się, że po godzinie przed ekranem pojawia się pieczenie albo uczucie piasku pod powiekami. Warto wtedy zrobić krótką przerwę, spojrzeć przez okno, dać oczom kilka minut oddechu. Brzmi banalnie, ale działa. Sam nieraz łapię się na tym, że przez dłuższą chwilę wpatruję się w monitor, a potem nagle zauważam, że za oknem zrobiło się ciemno.

No właśnie. Człowiek nawet nie wie, kiedy mija czas.

Duże znaczenie ma również ochrona oczu przed słońcem. W Polsce długo pokutowało przekonanie, że okulary przeciwsłoneczne to bardziej wakacyjny gadżet niż potrzeba. Tymczasem promieniowanie UV działa także wtedy, gdy nie leżymy na plaży. Dobre okulary z odpowiednim filtrem przydają się przez większą część roku. Nawet zimą, kiedy słońce odbija się od śniegu. O ile śnieg jeszcze zechce spaść, bo z tym ostatnio bywa różnie.

I jeszcze jedna rzecz. Nie lekceważmy sygnałów wysyłanych przez organizm. Nagłe pogorszenie widzenia, błyski przed oczami, ciemne plamy czy zniekształcenie obrazu to nie są problemy „na później”. W takich sytuacjach nie warto czekać do przyszłego miesiąca ani do następnego wolnego terminu.

Wzrok jest trochę jak dobry przyjaciel. Towarzyszy nam od pierwszych chwil życia. Pomaga czytać listy, oglądać twarze wnuków, rozpoznawać znajome miejsca, wracać do wspomnień zapisanych na fotografiach. Kiedy działa bez zarzutu, rzadko o nim myślimy. To naturalne.

Dlatego po sześćdziesiątce warto poświęcić oczom trochę uwagi. Nie z lęku przed starością, ale z rozsądku. Regularne badania, odpowiednie światło, zdrowe jedzenie, chwila odpoczynku od ekranów i odrobina troski każdego dnia. Niby niewiele. A jednak właśnie z takich zwyczajnych rzeczy składa się później komfort życia. I możliwość dostrzegania tego wszystkiego, co wciąż jest przed nami.

Obrazek na Freepik